
Wykopane ze śmietnika - Hieronim SokulskiWykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2010-02-19 14:08:55
Czasem wizyta w teatrze wyprowadza mnie z równowagi. Tym razem dałem się wyprowadzić z równowagi Krystianowi Lupie, który przeszedł samego siebie. Widz na spektaklu „Persona. Ciało Simone” czuje się jak w trójwymiarowej rzeczywistości – coś się dzieje na scenie, coś na zainstalowanym nad nią ekranie, pracownicy techniczni co rusz się komunikują ponad naszymi głowami (zabieg celowy), a reżyser nazywany też Mistrzem głośno pochrząkuje i doskonale bawi się na tylnym siedzeniu (zabieg celowy?). Lupa wchodzi w ten swój wykreowany świat jak w masło, zapominając lub nie zapominając o tym, że rozprasza w trakcie spektaklu uwagę publiczności. Może już czas na kolejne stadium odrealnienia a 'la Grotowski, by robić sztukę tylko dla siebie? „Personę” mimo w/w dystrakcji warto zobaczyć, by przekonać się, że tematy ciężkostrawne mogą być podane na tacy w sposób przystępny tzn. w pakiecie z lekarstwem na zgagę. Idąc dalej tropem medycznym: wiele wskazuje na autoterapię reżysera. Wystarczy wspomnieć almodovarowską relację syn-matka, (nie)dogadywanie się z aktorami i badanie umysłu prototypu głównej postaci dramatu (Weil). W tym przedstawieniu występują zresztą formy psychoanalizy np. ustawienia helingerowskie, w których wchodzi się w czyjąś rolę, aby poznać źródło własnych problemów. Zabawa w teatr to w końcu nieustanna i darmowa terapia. Najciekawszy w spektaklu wydaje się wątek chrześcijańskiej odnowy Simone Weil, która z żydówki stała się katoliczką (Kościół Katolicki oczywiście ją namaścił i zaanektował na potrzeby własnej ideologii). Weil w pewnym momencie postanowiła oddać się ciężkiej pracy fizycznej i pomaganiu innym – słabszym, wykluczonym, bo takie życie uznała za wartościowe. Lupa polemizuje z tym tokiem myślenia. Czy filozoficznie rzecz ujmując bycie ofiarą jest lepsze od bycia oprawcą? Czy ludzie wchodzą w rolę ofiary z powodu własnych problemów? Która rola jest łatwiejsza? Chrześcijaństwo głosi zwycięstwo zwyciężonych, a więc uciemiężeni pragną na końcu zwycięstwa. Reżyser zdaje się wskazywać na ideologizację i egotyzm w tym sposobie myślenia. Drugi intrygujący aspekt „Persony” to metaforyczna walka reżysera z aktorem, która zmaterializowała się: 1) niegdyś w sporze aktorki Elżbiety Vogler z Ingmarem Bergmanem, 2) na scenie pomiędzy Małgorzatą Braunek i jej reżyserem, 3) domniemanym sporze Joanny Szczepkowskiej z Krystianem Lupą. O ile ten pierwszy spór zdecydowanie wygrał Bergman, to drugi wygrała Braunek, a trzeci - Szczepkowska. Lupa w rezultacie nie do końca zapanował nad grą aktorów i wykreowany przez niego świat wymyka się mu z rąk...
Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-12-23 10:31:24
Z dedykacją dla czarnowłosej Ewy M.
1
Zamiast prostackiej choiny lepiej zaopatrzyć się minimalistyczną. Zamiast setek świątecznych dekoracji wystarczy elegancki dodatek na stół. Zamiast chłopskiego jadła przygotuj coś lekkostrawnego i smacznego. Zamiast ubierać się w koszule i garsonki, załóż coś sexy. Jeśli potrzebujesz więcej wskazówek i inspiracji modowych polecam blog Ani Posłuszny www.mooschka.com/blizej_ciala.
2
Na święta i nowy rok warto uciec z polski i posypać święta odrobiną luksusu np. w wiedniu albo paryżu. Możesz ewentualnie zakryć oczy, by świąteczna tandeta i plastikowy kicz a’ la polska przytulna i rodzinna nie zepsuł ci zimowej atmosfery.
3
W tenże iście świąteczny czas polecam czerczing jako odmianę klabingu (vide: jeden z pierwszych moich felietonów).
4
A zamiast mdłych kolęd proponuję bardziej wyrafinowaną muzykę, którą poleca krytyk Jacek Melchior w swojej rubryce Bliżej Ducha (www.mooschka.com/blizej_ducha).
5
I pamiętaj – stylizacja świąt zależy tylko od ciebie… Możesz być cały czas hip&glam (trendy), bojkotując festiwalowy styl świąt b.n. (xmas).
Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-12-11 10:42:21
Nie wiadomo do końca, czy to era globalizacji spowodowała wysyp różnego rodzaju zaburzeń, fobii i dysfunkcji. Czy wcześniej te „stany chorobowe” były nienazwane czy też nie istniały? A może po prostu mamy za dużo teorii i psychologów, którzy dokonują pseudo&przekombinowanej-analizy zachowania człowieka?
Ostatnio szczególnie zainteresowała mnie DYSMORFOFOBIA… Brzmi strasznie i oznacza równie straszną przypadłość: odmiana urojenia hipochondrycznego, która cechuje się subiektywnym wrażeniem zaburzenia obrazu estetyki własnego ciała (mimo braku widocznych defektów w wyglądzie). Prostymi słowami: paranoja na punkcie każdej zmarszczki i pseudo-fałdki.
Karmieni od rana do nocy amerykańskimi serialami i fotoszopowanymi reklamami i czasopismami ludzie zaczynają – nie dziwota – wierzyć w rozmaite, w tym urojone, defekty ciała. Bo jakim za przeproszeniem cudem Kowalski i Kowalska, lat np. 40, pensja 2000zł, mają wyglądać tak jak bohaterzy serialu „Gotowe na wszystko”?
Przysłowiowe „desperatki”, jak potocznie nazywa się w/w kultowy serial i jego bohaterki, są mega-zdesperowane, aby poprawić sobie nos/uszy/biodra/pupę/usta/powieki (niewłaściwe skreślić). Nie tylko zresztą fikcyjne (o czym przypominam!) postaci mają ten defekt psychiczny, ale także zbotoxowane na maxiora aktorki, które wcielają się rzekomo z dystansem w role plastikowych babci o twarzy nastolatek - „desperatek”. Niepokojące jest to, że dysmorfofobia zatacza coraz szersze kręgi i staje się chorobą cywilizacyjną, bo różnica między dbaniem o siebie (mycie się, estetyczny wygląd, czyste buty i paznokcie) a paranoją na punkcie różnych części ciała jest kosmiczna.
Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-11-26 14:53:44
No i znów EUROposłanka Senyszyn mnie zaskoczyła. I znów pozytywnie.
Na okładce Machiny wydekoltowana i wystylizowana na wampirzycę. Podziwiam ją za odwagę w noszeniu się, bo brakuje takich barwnych i odważnych ludzi w polskiej polityce, w której ciągle prym wiodą garnitury ślubne, komuno-garsonki i zdarte buty sprzed trzech sezonów.
Każdy polityk i polityczka od prawa do lewa i od lewa do prawa chce być akuratny(a) – „pod publiczkę” od stóp do głów. Chce być akceptowany(a) przez szerokie grono i gotów(gotowa) jest zrezygnować z własnych przekonań tudzież upodobań na rzecz owej pożądanej akceptacji. Chce być tak pathetic jak polskie seriale produkowane na masową skalę przez panią poprawną politycznie Łepkowską Ilonę, w której serialach ciocia Krysia, wujek Zdzisio i ksiądz-next-door Tomasz borykają się z trudami codzienności. W tychże serialach zresztą coraz więcej jest zakonnic, proboszczów i plebanów (pora na prymasa?).
Ale do rzeczy. Poseł zakłada głównie coś szarego, szaro-zielonego lub granatowego. To coś to lekko znoszony garnitur, a czasem – jak w przypadku prezesa PiS – czarny kardigan. Zdarzają się też tacy panowie, którzy zapuszczają wąsy… Piłsudczycy? Na koniec w poczuciu dobrze wykonanego obowiązku żona dobiera im krawat.
Statystyczna posłanka z kolei ma kilka tyleż dyżurnych, co niegustownych garsonek-kombinezonów (vide: moja ukochana, rubaszna, perlisto-się-śmiejąca Beata Kempa).
Na temat mody polskich polityków w wywiadzie dla Mooschki opowiada J. Senyszyn:www.mooschka.com/salon
Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-11-12 14:52:29
niniejszy felieton dedykuję Tatarom i osobom Ambitnym
Dwie ciekawe informacje ze „świata kościoła” (celowo używam cudzysłowu, bo jest to świat coraz bardziej luźno związany z rzeczywistością – a’la Matrix) obiegły świat realny i dotarły z impetem do redakcji naszego portalu.
Pierwsza była z pozoru mało istotna. Znany polski redemptorysta (wreszcie) zrobił doktorat. Napisał (oczywiście skromnie, jak przystało na duchownego) o swoim dziele. Gratulujemy i trzymamy kciuki za profesurę (proponowany temat: „imperium medialne w służbie kapłana”). Widać, że ww. ojciec derektor postanowił zadać kłam masońskiemu mitowi, że księża pochodzą ze wsi i stronią od nauki.
Druga informacja wydawała się bardziej brzemienna w skutkach. Tę informację poczuł się w obowiązku skomentować m.in. Prezydent RP i Jego Ekscelencja Minister Stasiak. Wyrok Trybunału w Strasburgu, że krzyż nie może wisieć we włoskiej szkole zbulwersował i zszokował liczne grono osobistości polskich usytuowanych głównie na prawicy sceny politycznej V Rzeczypospolitej Polskiej [m.in. przewodniczącą rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która w felietonie w G. Wyborczej 12-tego dnia miesiąca listopada br. stwierdziła, że niewierzącym na pewno nie przeszkadzają żadne religijne znaki i symbole na ścianie, bo mają do tego obojętny stosunek] PS. Najlepiej wierzący wie, co wkurza niewierzącego, nieprawdaż?
Minister Stasiak ma jednoznaczny komentarz do haniebnego strasburskiego wyroku: pogarda dla katolików. A pogarda, jak wiadomo, prowadzi do rzeczy straszliwych (jakich? – tego już św. Minister nie sprecyzował). Sodoma i gomora? Retoryka w tymże wysokim i szlachetnym stylu nasuwa mi na myśl pewien znany z rozgłośni radiomaryjnej wiersz na temat UE (razem z Trybunałem promuje cywilizację śmierci, aborcję, eutanazję i małżeństwa biseksualne), który pozwalam sobie zamiast komentarza, razem z fragmentem audycji, niniejszym zacytować:
Mówi... osoba z południa. Chciałabym wypowiedzieć się krótkim wierszem, prostym, krótkim wierszem, na temat unii.
– Bardzo proszę.
– Służalcy i Unia. Unio Brukselska, śmiercionośna, wielka! Nierządnico europejska. Niby sfora wilków szczeka, wyszczerzając kły. Omamiając błyskotkami, złotym cielcem, monetami. Nie ujawni planów ciemnych, jak zabije Polskę, ludzi biednych! Oszukując, zagrabiając, niszcząc dobre obyczaje, degraduje cały naród. I położy ciężką łapę w samym sercu Europy. Unia – Polskę rada zgnieść, by zaśpiewać znaną pieść: nur für Deutsch, nur für Geld, nur für mason, Boga wróg. Zniszczyć chce maryjny lud. Tak, by Polska nie istniała, by się sama zatracała. Z mapy świata wymazała. Otwórz Polsko oczy! Dziś, na szatański Unii zmysł! Dziękuję.
– Szczęść Boże.
wiersz jest dostępny również w wersji audio, źródło cytatu: http://pl.wikiquote.org/wiki/Radio_Maryja
Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-10-30 21:15:36
Idąc za ciosem: w związku z tym, że nalegaliście, by dokończyć wcześniej poruszany wątek ofiar siłowni, niniejszym „komisyjnie” kończę notatkę w ww. temacie.
Wszystko w zbyt dużych ilościach może być przesadą i obsesją. To banał, ale kocham banały. Mamy już tuziny i tysiące ludzi uzależnionych od siłowni, którzy stoją dziś już niemal na granicy aberracji. Przypomina to uzależnienie od nikotyny lub chodzenia do kościoła. Siłownia to ważna część dnia, tygodnia i miesiąca. Oglądamy się w lustrze w domu, a co gorsza na gymie, oceniając każdy mięsień i stopień urojonego zwiotczenia ciała.
Osobną grupą są tzw. przerosty i karki – kolesie, którzy stracili proporcje, zdrowy rozsądek i umiar. Doprowadzili się do wyglądu skrajnie geometrycznego i zabawnego. Miewają też nóżki – patyczki, kontrastujące z klatą napuchniętego Arnolda, który dziś zresztą wygląda jak balon, z którego zeszło powietrze.
Uważajcie na wszelkiej maści odżywki. Zwłaszcza na gainery, białka, i nie daj Boże sterydy, hormony i hormonopodobne wynalazki, bo kończy się to tragicznie dla organizmu. Lepiej w sprawie suplementów zasięgnąć porady sprawdzonego lekarza zamiast pseudoprofesjonalisty w sklepie z odżywkami, który sprzedałby Kreta do zlewu – byleby tylko zarobić kasę.
Cdn.
Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-10-23 09:01:02
Poproszono mnie (uprzejmie), żebym wreszcie napisał coś optymistycznego, zamiast krytycznego. Proszę bardzo. Wyobraźmy sobie, że żyjemy w cieplejszym klimacie np. śródziemnomorskim. Że ludzie są wobec siebie uprzejmi, uśmiechają się i współpracują…
Że w Polsce nie występuje mentalność małomiasteczkowa, a ludzie są otwarci i tolerancyjni. W środkach komunikacji publicznej jest czysto i pachnąco, a pasażerowie nie są naburmuszeni tudzież obrażeni na świat i siebie nawzajem. Każda nowa osoba wsiadająca do autobusu czy tramwaju witana jest z uśmiechem. Wszyscy się myją i używają antyperspirantów. Wystylizowane staruszki przeglądają najnowsze dodatki do Naszego Dziennika: „Elle Toruń” i „Jak czuć się potrzebnym”.
Na ulicach jest estetycznie i kolorowo, a ludzie przywiązują wagę do tego, jak się prezentują. Nikt nie ma tłustych włosów i nie nosi butów sprzed kilku sezonów. Wszyscy już dawno wyrzucili tzw. „kurtkonamioty” czyli obleśne, jak gdyby oblepione plastikiem przydługawe kurtki…
I wtedy niestety zadzwonił budzik…
Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-09-17 13:56:10
Siłownie i inne przybytki sportowe stały się bardzo trendy i hip. Już dziś każdy szanujący się wielkomiejski osobnik płci żeńskiej i męskiej uczęszcza na siłownię i robi ćwiczenia aerobowe, biceps, triceps etc. Doszło już do tego, że gdy dzwonię do kolegi z pytaniem: „co słychać?”, odpowiada mi „dziś robiłem klatkę i biceps”. Bardzo enriching* nieprawdaż?
Ważny na siłowni jest klimacik, towarzycho, ploty oraz… outfit czyli strój. Skończyły się czasy byle-dresów i najdejszły czasy dresów adidasa, pumy i tym podobnych zwierzątek. Nie bez znaczenia jest też kolor stroju do ćwiczenia, dobrej marki buty i nażelowane włosy.
Nie ma się co śmiać, bo trenerzy tłumaczą, że dobry strój wspomaga efekty ćwiczenia. Siłownia to przecież cały styl życia – odpowiednie suplementy i dieta to dodatki, jak mawia moja koleżanka, mega ważne.
W ogóle siłownia to bardzo poważny temat, albowiem nie wolno pić alkoholu, jeśli chce się mieć widoczne mięśnie.
A zatem moi kochani – bierzemy ręcznik i do roboty!
Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-09-04 12:00:13
Polacy mogą z dumą mienić się prawdziwymi, pełnokrwistymi kapitalistami. To jedno nam się udało. O ile budowa społeczeństwa obywatelskiego jest w powijakach, świadomość praw obywatelskich, ekonomicznych i socjalnych oraz egzekwowanie ich przez statystycznego Kowalskiego są zastraszająco niskie, a uczestnictwo w życiu politycznym i społecznym plasuje nasz naród na szarym końcu Unii Europejskiej, to pod względem zamiłowania do zakupów jesteśmy wzorem do naśladowania. Temu hobby narodowemu towarzyszy rzecz jasna stosowny rytuał - na wzór rytuału niedzielnych wyjść na mszę lub do parku. Gustownie ubrane kobiety i eleganccy dżentelmeni, wystrojeni w kreacje niemalże galowe, pachnący, lśniący i widoczni ze znacznej odległości, obwieszeni biżuterią, z koszem pełnym zakupów i torbami z emblematami ekskluzywnych marek, dostojnym krokiem w pozie łabędzia i twarzą francuskiej arystokratki, tudzież angielskiej hrabiny, przemierzają długie korytarze centrów handlowych.
Kult weekendowych przechadzek, którym towarzyszy epatowanie bogactwem jest co najmniej pathetic. Czy tylko na tyle nas stać? Egoizm społeczny jest poważną chorobą współczesnego Polaka, a żądza posiadania i zdobywania cofa nas do etapu jaskiniowca.
Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-09-01 10:57:08
Obejrzałem wczoraj intrygujący film o urządzaniu mieszkania. Główny bohater wprowadza się do klimatycznego mieszkania w pięknej dzielnicy dużego polskiego miasta, a następnie przeczesuje galerie handlowe i znany megameblowymarket na literkę I (no product placement). Nie wszystko udaje mu się znaleźć i rezygnuje z dalszych poszukiwań.
Sytuacja staje się dramatyczna - sielanka przeradza się w istny horror. Pewnego wieczora bohater rozgląda się po pokoju i orientuje się, że brakuje mu trzech białych ceramicznych donic (wielkości wiaderka do chłodzenia wina). Z tego powodu bohater literally wyrywa sobie ostatnie włosy z głowy i okolic podbrzusza.
Ale to dopiero początek nerwicy. Gdy po zażyciu sporej dawki środków uspokajających kładzie się do łóżka, okazuje się, że nie ma pościeli (w stylu dość klasycznym, kolory stonowane, osoba ze skłonnością do alergii skórnych). Wtedy wybiega do łazienki, by obmyć twarz zimną wodą. Po drodze potrąca pudło, w którym znajdują się, a raczej znajdowały, kremowe talerze, miski i gustowne filiżanki do kawy. Wtedy doznaje niegroźnego urazu kręgosłupa.
W środku nocy hałas tłukącej się zastawy budzi śpiącą za ścianą sąsiadkę cioci Krysi. Sąsiadka chrząka, zrywa się na równe nogi i biegnie udzielić konającemu bohaterowi pierwszej pomocy. Po chwili oboje ostrożnie siadają na białej, sztruksowej kanapie. Sąsiadka chce przygotować swojemu zmarnowanemu podopiecznemu czarodziejski eliksir, który doda mu sił. Wchodzi do kuchni i ogarnia ją trwoga, bo nie znajduje w szafce blendera, w którym zwykle miksuje świeże owoce z jogurtem. Zdenerwowana sąsiadka postanawia więc szybko przygotować uzdrawiający rosół i w popłochu szuka teflonowego garnka z podwójnym dnem. Uff… udało się! - krzyczy. Unosi ręce w geście zwycięstwa, niechcący zrzucając kilka szklanych słoików z mąką, cukrem i tajemniczym białym proszkiem. Postanawia skosztować ów biały proszek i czuje, jak cudownie mrozi jej dziąsła i podniebienie.
Tymczasem… niczym niewzruszony bohater zasypia. Zwykle budzi go do życia szum radia, ale tym razem stawia go na nogi śpiew ptaków. Skowronki uświadamiają mu, że za pół godziny ma ważne spotkanie z niejakim panem Skowronkiem. 20 minut - tylko tyle czasu zostaje na wyprasowanie koszuli i zjedzenie śniadania. Znajduje deskę do prasowania, ale gdzie jest żelazko? Czyżby zapomniał o tym cudownym urządzeniu?
Oglądając tę wciskającą w fotel scenę zasnąłem i nie wiem, co się dalej działo. Przepraszam.