czerczing, czyli klabing w kościele

Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-04-21 15:16:28

Czerczing to nowy termin, który opracowaliśmy wspólnie z moimi katolickimi znajomymi. Termin ten jest synonimem klabingu czyli lansowania się w klubach. Używam celowo liczby mnogiej, bo to warunek sine qua non czerczingu. Większość z nas zna arcypolski trend lansowania się w kościele, który silnie obecny jest w mniejszych miejscowościach, gdzie lokalna elita „pokazuje się” i przechadza przed ołtarzem w odświętnym stroju.


My zdecydowaliśmy pójść krok dalej i stworzyć modę na czerczing, czyli lansowanie się w co najmniej kilku lokalnych świątyniach w czasie jednej mszy. W tym celu trzeba ubrać się „na bogato” i w każdym odwiedzanym kościele kursować między ławami, żeby jak najwięcej oczu mogło nas ujrzeć. 


Polskie świątynie to kopalnia pomysłów dla trendsetterów. Sprzyjają temu okoliczności: szeroka i krytyczna publiczność, duża przestrzeń na autoprezentację oraz patologiczna koncentracja na osobach trzecich. 




metrosexualizm 2

Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-04-21 15:08:50

„Metroseksy” to faceci z dużych miast, wrażliwi i kulturalni, zwracający uwagę na swój wygląd, styl. Chodzą na siłownię, dobrze się ubierają, chodzą do kina i czytają książki. To trochę produkt kultury masowej i przeciwieństwo łysego typu maczo.


Z jednej strony mężczyźni przejmują atrybuty żeńskie na życzenie kobiet, bo „metro” to projekcja marzeń płci pięknej. Z drugiej strony trendsetterami i projektantami mody są najczęściej geje, stawiając wyżej poprzeczkę kolegom heterykom.


Metroseksów najwięcej jest w Europie Zachodniej, znacznie mniej w kraju nad Wisłą. Metro-zjawisko społeczne nabiera na sile - teraz kobiety zarzucają facetom zniewieściałość. To trochę nie fair, biorąc pod uwagę, że dziewczyny zaanektowały spodnie i coraz częściej chcą ldominować nad swoimi partnerami. Równouprawnienie działa w dwie strony, a nowoczesne społeczeństwa składają się z bardziej męskich kobiet i bardziej żeńskich facetów.


Nie byłoby nic złego w tym, gdyby w Polsce faceci bardziej dbali o siebie. Wystarczy wejść do autobusu, na pocztę albo przejść ulicą i powąchać przechodniów, żeby się przekonać, że świadomość własnego wyglądu i wizerunku praktycznie u nas nie istnieje.




prof. Paris Hilton

Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-04-21 14:58:24

Public relations ma wiele odcieni. Bywa subtelne i inteligentne, ale bywa też prostackie i obciachowe. Do której kategorii możemy zaliczyć zmianę wizerunku PiS i ostatnią kampanię Kaczyńskiego w wersji „trykociarek”?*


Piarowskie mózgi PIS opracowały nowy wizerunek prezesa i partii. Tym razem na plakatach i w klipach jest biało i czysto, jak w szpitalu z „Na dobre i na złe”. Są szyby i okienka, jak w banku oraz trzy sfotoszopowane kobiety w okularach. Rewelacja. Nowe oblicze sugeruje profesjonalizm i rzeczowość. Miało być prosto i chwytliwie, a wyszło żałośnie i niewiarygodnie. To tak jakby z Paris Hilton zrobić profesora Oxfordu albo bezdomną.


Na czym polega kardynalny błąd strategów pisowskich? Nie dostrzegają faktu, iż ludzie wbrew pozorom są spostrzegawczy i - nawet jeśli nie wszyscy dobrze wyedukowani - to zdają się na intuicję. Piar nie może stać w sprzeczności z prezentowaną treścią. Powinien być troszeczkę bardziej szlachetny, bo ma ułatwiać komunikację z wyborcami, a nie robić z nich kretynów.  


Kształtowanie wizerunku oderwanego od charakteru partii nie ma szans na powodzenie. Za tym wszystkim kryje się koniunkturalizm. Jak jest kryzys to będziemy ekonomistami, jak jest powódź – ratownikami, a jak pożar – strażakami. Możemy być wszystkim, czym chcecie, bylebyśmy mogli wami porządzić, bo lubimy wypasione gabinety, ochroniarzy z BOR-u, limuzyny i hostessy z ładnymi tyłeczkami.  


*Określenie autorstwa posła Stefana Niesiołowskiego.




metrosexualizm

What the fck - blog Ani Ossowskiej | 2009-04-21 14:19:57

Przyznam się i dokonam coming out’u - tak mam jakiś problem z tym trendem, w końcu… ulżyło mi… no niestety, ale jak widzę czasami faceta, który ma ze sobą torbę wielkości odkurzacza albo innej pralki to się zastanawiam, co on tam nosi… błyszczyk i lakier do włosów??


Pytam sie o co chodzi w tym zjawisku, bo dla mnie to jest zjawisko społeczne składające się z czasami przedziwnych zjawisk osobniczych. Tak facet ma być zadbany, fajnie ubrany i naprawdę nie chodzi o to, żeby sklepy omijał szerokim łukiem, a zakupy robiła za niego mamusia/siostra/dziewczyna/narzeczona/żona*. Cenię kreatywne podejście do własnego wyglądu, wierzę, że strój ma nas w jakimś sensie odzwierciedlać, ale zastanawiam się, gdzie jest ta granica miedzy „fajnie” a „przesadą”. A może ja się po prostu boję, ze taki facet spogląda częściej w lustro niż ja i nie daj Boże będzie lepiej wyglądał. Może to po prostu mój własny kumpel narcyz się odzywa albo ja się starzeję, w końcu wraz z wiekiem wzrasta poziom konserwatyzmu, a - co za tym idzie - spada tolerancja na cudze zachowania.


Ale z drugiej strony już Fromm 50 lat temu pisał, ze „mężczyźni i kobiety staja się tacy sami, a nie równi jak przeciwlegle bieguny”. No właśnie, może ten trend tak naprawdę odzwierciedla dużo głębsze przemiany społeczno-kulturowe, które dokonują się na naszych oczach, a ta unifikacja wyglądu, a może raczej podejścia do sprawy wyglądu jest tylko najbardziej widocznym przykładem tych zmian. Być może w rzeczywistości jesteśmy świadkami nowego ładu w naszej kulturze, w którym oto kobiety i mężczyźni, przynajmniej na pierwszy rzut oka, nie będą się różnić.


* niepotrzebne skreślić




coś tam, gdzieś tam

What the fck - blog Ani Ossowskiej | 2009-04-21 14:13:13

Średnio chce mi się pisać o kryzysie. Może to i trendy dzisiaj, ale ile można. Mam wrażenie, że temat został już rozwałkowany na drobny mak. Wypowiadali się już prezydenci, ekonomiści, psychologowie, księża i inni szamani. Osobiście jestem już trochę tym całym zgiełkiem zmęczona.


W każdym razie jako wzorowa obywatelka staram się aktywnie przeciwdziałać kryzysowi podobnie jak i inni wyznawcy zakupoholizmu. Tyle tylko, że teraz robimy zakupy w czynie społecznym. Zresztą zdaje się, że ta religia ma wielu wyznawców. W myśl zasady „jak trwoga to do Boga”. Wystarczy spojrzeć na współczesne świątynie (vide Złote Tarasy czy inna Arkadia). Tam może i gdzieś go widzieli albo coś o nim słyszeli, ale bardzo niewyraźnie.


Dzisiaj usłyszałam, że górnicy znów strajkują. Chcą pracy i płacy, a cała reszta średnio ich interesuje. Świat się jednak kręci jak trzeba. Jednym zdaniem filozofia : „tera mnie to wali, bo jestem na fali”, jak śpiewają klasycy, ma się wciąż doskonale. Czekam jeszcze na pielęgniarki i nauczycieli, a co tam na całą budżetówkę, wtedy z całą pewnością będzie można uznać, że Polacy nie gęsi i swój rozum mają, a żaden kryzys nam nie straszny.




nie wkłada się paluszków do kontaktu...

What the fck - blog Ani Ossowskiej | 2009-04-21 14:10:03

Z braku lepszych seriali polskich naród kupił telenowelę pod tytułem Marcinkiewicz sp.z.o.o. A może to bardziej cyrk nawet niż zoo, w każdym razie z pewnością z ograniczoną odpowiedzialnością. No cóż, zdaje się, że przy tak dramatycznych zwrotach akcji to M jak mdłości może się chować, a i scenarzyści Mody na sukces mogliby się sporo od Pana Kazia nauczyć.


Rozumiem ludzkie odruchy i porywy serca, a także to, że każdy ma prawo zmieniać swoje życie wedle własnych kryteriów. Rozumiem też to, że nie muszę akceptować wszystkich zachowań, ale chciałabym szanować człowieka, a nie jestem w stanie szanować kogoś, kto najpierw oddaje się w dość tani sposób tabloidom, a później krzyczy, że go zgwałciły.


Zakładając, że Pan Kazio nie wiedział, że „tego typu” media go wykorzystają i przeżują żywcem, to zachował się głupio, a co najmniej naiwnie niczym 3 latek (nie obrażając 3-latków, którzy w znakomitej większości zdążyli się już nauczyć, że nie wkłada się paluszków do kontaktu ani nie należy bawić się zapałkami, bo można zrobić sobie krzywdę).


Można również założyć, że nasz były premier próbuje jedynie nabić sobie trochę kapitału politycznego na przyszłość, ale w takim wypadku jest po prostu prostackim cynikiem.


Diabli wiedzą co gorsze, ale jeszcze ciekawsze co bliższe prawdzie.




Tam, gdzie koniec jest początkiem

Słowo na niedzielę - felieton Barbary Grot | 2009-04-21 10:59:18

Tak już jest, i to często, że coś się w życiu kończy i popadamy w rozpacz. Mogą skończyć się: praca, miłość, wczasy nad morzem lub w górach, spacer w parku lub bulka jagodzianka. Często nie wiemy, co moglibyśmy robić dalej, bo to, co było, wydaje nam się najlepsze, najciekawsze, najbardziej interesujace, najpyszniejsze, naj, naj, naj. Do wyboru mamy:  płacz, zniechęcenie, nic nie robienie, rozpamietywanie przeszłości, ale też czasem - kupno następnej jagodzianki. I to rozwiązanie, proste i logiczne, doprowadzające do natychmiastowej gratyfikacji, popieram najbardziej.


Niestety, trudnych życiowych sytuacji nie da się tak prosto rozwiązać. Może więc warto posłuchać Anglików, mówiących, że ŻYCIE PŁATA NAM FIGLE I PRZEDSTAWIA NAJWIĘKSZE MOŻLIWOŚCI (OPPORTUNITIES), ZAMASKOWANE W POSTACI... NAJWIĘKSZYCH NIEPOWODZEŃ!  Postarajmy się więc nie rozpaczać, gdy coś się kończy, bo jest to również sygnał do rozpoczęcia czegoś nowego. Nie znanego, lepszego, jeszcze bardziej interesujacego, smieszniejszego, pyszniejszego.


Dlatego w tym tygodniu proponuję celebrowanie porażek,  które ponieśliśmy oraz tragicznych zakończeń, będących motorem nowości i postępu. Bo myślenie, że tam gdzie koniec, jest początek, nazywamy mądrością życiową


Jagodzianka jest  tylko na deser.




Szukajcie, zdobywajcie!

Słowo na niedzielę - felieton Barbary Grot | 2009-04-19 09:53:43

Poszukiwanie i zdobywanie. Czyż to nie jest prawdziwy sens życia?


W rożnych okresach historycznych poszukiwało się i zdobywało różne rzeczy. W  komunizmie – szynkę: cóż to był za sukces!  W kapitalizmie - jeszcze lepsze odświeżacze powietrza do łazienek... W młodości zdobywa się góry. Potem dobre posady i coraz większe samochody. Niektórzy lubią zdobywać punkty na kartach stalego klienta, a jeszcze inni poszukują prawdy obiektywnej od 9 do 17.


Proponuję zrobić w tym tygodniu plan nowych poszukiwań i zaplanować odkrycie/zdobycie czegoś nowego . Moze to być nowa myśl przewodnia lub Mount Everest, nowy krem do rąk albo nowy wiersz Wislawy Szymborskiej.  Nic tak nie odmładza jak chęć nowych poszukiwań i opowieści o naszych zdobyczach przy drinku w barze!


Tylko nie poszukujmy dziury w całym, bo jeszcze ją znajdziemy... 









Podyskutuj na forum

Ostatnie wpisy w kategorii trendsetting