Czy potrafimy się śmiać z siebie?

Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-06-12 09:05:42

Dlaczego w naszym kraju (nad Wisłą i Odrą) nie powstały jak dotąd odpowiedniki słynnych angielskich programów rozrywkowych i seriali komediowych? Catherine Tate Show, Little Britain, Absolutely Fabulous, Keeping up Appearances czy Saturday Night Life Show (USA) – każdy z tych tytułów jest majstersztykiem w swoim gatunku i należy do tzw. klasyki.


Little Britain jako Mała Brytania przez chwilę nawet była emitowana w TVP, ale została na szczęście ocenzurowana (!!!) ze względu na to, że bohaterzy nabijali się z Kościoła… Sęk w tym, że formuła LB jest właśnie taka, żeby pośmiać się z różnych grup społecznych: dewot, transwestytów, niepełnosprawnych i chorych, księży, imigrantów, grubasów, przedstawicieli nizin społecznych etc. Może na tym polega różnica między Polską a Wielką Brytanią, że „oni” mają do siebie dystans i potrafią się śmiać z siebie, a „my” będziemy w nieskończoność oglądać Plebanię, Ranczo i Pospieszalskiego (który opowiada na antenie, że prawie wszystkie koszule męskie są teraz wytaliowane, bo firmy szyją już tylko dla gejów i zniewieściałych facetów). Nasze programy i seriale umacniają nas w słusznych i politycznie poprawnych przekonaniach. Cementują zaściankowość i średniowieczną mentalność.


Polskie żenujące kabarety i programy rozrywkowe w porównaniu z anglosaskimi są niestety jak wyrób czekoladopodobny wobec prawdziwej czekolady.




O kreowaniu obrazów i kolejach państwowych

Słowo na niedzielę - felieton Barbary Grot | 2009-06-11 12:35:20

Focus (skoncentruj się) na wewnętrznych obrazach, jakie kreujesz.

Dzisiaj musimy rozpatrzeć sprawę następującą: to, na czym będziemy koncentrować nasze myśli, wpływa na to, co widzimy. A to, co widzimy w myślach, wpływa na to, jak się czujemy.

Wiadomo, że mamy ogromne zdolności do kreowania dni, kiedy widzimy tylko jako pozytywne obrazy, które wspaniale upiększają naszą codzienność. Inne dni przysłania nam czerń obrazu, który mamy w głowie i który przyczynia się do naszego niezadowolenia.  

Jaki ma dziś obraz Twój świat?

Czy jest to obraz sielanki i jesteś pozytywnie nastawiona/ny do życia?

Czy może przeczytałaś/eś poranną gazetę i masz w głowie obraz skorumpowanego, pełnego przemocy i niesprawiedliwosci świata?

Ale można tez zamiast czytania gazet, starać się sobie uświadomić, jak skomplikowana jest każda cząstka naszej rzeczywistości i jaki to cud, że większość naszych dni upływa w spokoju i harmonii.

I tak na przykład:
Zastanów się, jak skomplikowany jest system kolei z torami prowadzącymi we wszystkich kierunkach, zwrotnicami, rozkładami jazdy, które muszą przewidzieć, o której pociąg będzie na danej stacji, co do minuty. A pociągi międzynarodowe, dalekobieżne muszą mieć pierwszeństwo, bo są expressowe, a inne muszą jechać wolniej, żeby pasażerowie mogli się wyspać zanim dojadą do celu (tak jedzie pociąg sypialny z Londynu do Edynburga).
Te wszystkie pociągi się mijają, wyprzedzają, czekają jeden na drugi, żeby się wyminąć i jeżdżą jak oszalałe 24 godziny na dobę przez cały rok. Czyż nie jest to cud i powód do tego żeby uwierzyć, że świat jest wspaniały!

A więc, z obrazem kolei państwowych i świadomością wielkości naszej codzienności życzę wszystkim szczęścia i pozytywnego spojrzenia na ten tydzień.




Akcja Mooschki: głosowanie jest hot

Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-05-26 09:55:56

To znaczy, że głosowanie jest sexy/trendi. Ręce mi opadają, bo nie wiem już, jak można zachęcić malkontentów/Polaków do udziału w wyborach do Parlamentu Europejskiego 7 czerwca. Wielkie pieniądze na kampanie informacyjne nie przynoszą zadowalających rezultatów i są wyrzucane w błoto. Co zrobić? Potrzebne są ekstremalne rozwiązania.
Pierwszy projekt „Hot or not, kulą w płot” ™ polega na tym, że młodych ludzi i/lub mieszkańców wsi przyciągnie Doda albo Gosia Andrzejewicz albo Dosia Andrzejewicz. Któraś z w/w dam mogłaby ruszyć w totalną trasę koncertową po Polsce i zachęcać do głosowania. Logistycznie będzie trudno taką akcję zorganizować, dlatego trzeba by jeszcze zaangażować klony w/w dam. Tysiące kochanych, maleńkich, plastikowych laleczek Barbie odwiedzałoby najdalsze zakątki naszego kraju. Jest jeszcze ekstra opcja, że dziewczęta mogłyby rozdawać za darmo… 1 sztukę przysłowiowego browara pod lokalnym sklepikiem w zamian za pójście do urny.
Drugi projekt „Strzał w setkę” ™ jest bardziej hardcorowy i stanowi niejako przyznanie się polityków do własnej bezradności, a mianowicie dodatkowa ulga podatkowa dla głosujących albo wprowadzenie kary finansowej za nieuczestniczenie w wyborach. Takie rozwiązanie praktykuje się w niektórych europejskich krajach i zapewnia frekwencję rzędu 90 procent.
A zatem do dzieła panowie posłowie i panie posłankowie J Dość już biadolić. Czas podjąć zdecydowane kroki, by Polandia tłumnie zaczęła głosować.  




moda na infolinię

What the fck - blog Ani Ossowskiej | 2009-05-23 14:12:39

Ostatnio znalazłam sobie nowe hobby. Zakupy? No ile można mieć par butów. Filmy? A po co psuć sobie wzrok. Ksiązki? Nie przesadzajmy z tym intelektualizmem. Otóż trafiłam na coś dużo lepszego, coś co stanowi korelację interakcji społecznej z gimnastyką intelektualną a jednocześnie przyspiesza bicie serca. Mój nowy sposób na spędzanie czasu zawiera idealną mieszankę aspektu poznawczego i emocjonalnego. Ja po prostu w wolnych chwilach lubię sobie zadzwonić na jakieś 0-800 i próbować załatwić coś z kimś kto nie ma żadnych kompetencji ale informuje mnie o ich braku w tak cudownie łagodny sposób, że moja matka nigdy nie przemawiała do mnie takim tonem. Swoją drogą musiałam mieć bardzo traumatyczne dzieciństwo. Tylko, że sama nie wiem dlaczego, ale ja reaguję alergicznie na tę łagodność.


Najczęściej te balsamiczne pytania w stylu słynnego „w czym mogę pomóc?” tłumaczymy amerykanizacją naszej kultury, w której pozorna słodycz wylewa się niczym szampan na Sylwestra. Jednak czasem chyba zapominamy, że to co charakterystyczne dla jednych niekoniecznie musi się sprawdzać u innych. Filozofia keep smiling jest interesującą ideą, którą gdzieniegdzie udało się wprowadzić w życie, ale to nie oznacza, w moim przekonaniu, że jedyną możliwą jej realizacją jest całkowite odwzorowanie bez zrozumienia kulturowych kodów i uwarunkowań, a co za tym idzie również ograniczeń. Innymi słowy to, że kochamy Maca nie oznacza, że będziemy się uśmiechać do wszystkich ot tak, na zawołanie. Chciałabym bardzo, żeby w naszej szerokości geograficznej było więcej uśmiechu i bezinteresownej życzliwości między ludźmi, ale mam uczulenie na takie próby sztucznego wprowadzania czegoś co gdzie indziej wynika w sposób naturalny z mentalności, podejścia do świata i innych ludzi.


Wracając do tematu, piszę to z całą odpowiedzialnością: kocham infolinie. Kocham je za ten przekrój uczuć, które są w stanie we mnie wywołać: od nadziei przez agresje po całkowitą bezsilność. W dodatku nie tylko fundują mi emocjonalny survival, ale jeszcze uruchamiają takie partie mojego mózgu, o które nawet nie śmiałam się podejrzewać. Bo trzeba wykonać pewne rotacje umysłowe, żeby jednak załatwić coś co powinno być bajecznie proste a nie jest. Psychoterapia i kurs kreatywnego myślenia w jednym. Bezcenne.




W sprawie prędkości

Słowo na niedzielę - felieton Barbary Grot | 2009-05-23 14:11:18

Dziś proponuję się zastanowić nad sprawą prędkości:  „SPEED”.

Czy jesteś typem szybkim czy powolnym?

Czy wolisz szybki ostry prysznic z rana, czy wolisz wstać, żeby się znów położyć w wannie?

Czy jesteś wyznawcą kultu powolności i uważasz, że wszystko to, co szybkie jest niedobre i szkodzi?

Czy może prawdą jest, że musisz być szybki/spieszyć się, żeby potem być powolnym?

Czy czujesz, że jesteś lepszym gatunkiem człowieka przez to, że nie poddajesz się pośpiechowi?

Czy powolne życie  jest wyższą formą istnienia w dzisiejszych czasach ?

A może uwielbiamy zawrotną prędkość życia tylko wtedy, gdy przynosi oczkiwane efekty w życiu, kiedy osiągamy to, co chcemy.

Czy poszedłbyś/poszłabyś na ćwiczenia SPEED YOGA?

Czy gotujesz szybkie potrawy, czy takie, które wymagają długiego i wolnego przygotowania.

Czy wysyłasz listy pocztą czy mailem?

Czy podróżujesz na rowerze czy samolotem?

Czy wolisz godzinę spinningu czy Tai Chi ?

Czy robienie czegoś powoli jest ułomnością czy sztuką?

Czy robienie czegoś szybko jest ułomnością czy sztuką?

Czy oceniasz ludzi wedlug ich prędkości działania czyli na podstawie ich szybkościomierza/licznika?

Czy przekroczyłeś/aś kiedyś dozwoloną prędkość?

Czy dostałeś/aś ostrzeżenie za przekroczenie prędkości, a może nawet mandat?

Czy masz czas na to, żeby myśleć o upływie czasu?

I tak właśnie dotarłam do końca mojego czasu na ten tydzień.
Czas na mnie.




O tempora, o mores! czyli dziunia na topie

Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-05-13 14:05:45

Czasy mamy takie, że „dyżurny krytyk kraju” Karolina Korwin-Piotrowska  wydaje sądy i osądy nt. polskiego szołbiznesu głównie w telewizji TVN w paśmie śniadaniowym. KKP zapewne myśli, że jest lepsza niż Jola Rutowicz albo Agnieszka Frykowska itp. Niektóre celebrytki i celebryci (nie znoszę tego słowa) z tanecznych programów rozrywkowych zapewne myślą, że są kimś lepszym niż Jola i Aga. Karolina zapewne wychodzi z założenia, że jest intelektualistką i przy tym nowoczesną i z ciętym językiem, bo – cytuję – ‘polski szołbiznes to lewatywy i narkotyki’. Brawa za odwagę i erudycję pani redaktor. Prawdziwa cnota: krytyk się nie boi. Choć zapewne pani skojarzenia ze słowem „cnota” są nieco inne.
Bardzo zazdroszczę pani krytyk tej pewności siebie, którą mają też zresztą Jola i Agnieszka, więc im też zazdroszczę. Personally (osobiście) darzę je obie duużą sympatią, bo przynajmniej są „jakieś” – kolorowe, dowcipne, zabawne, całkiem autentyczne i bardzo w zgodzie ze sobą (takie modne ostatnio określenie). Nie słyszałem, żeby któraś z tych dwóch dam używała knajackiego, wieśniackiego i cwaniackiego słówka „dziunia” w odniesieniu do innych kobiet. A takiego określenia użyła właśnie nomen omen pani Karolina w odniesieniu do dziewczyny, która interesuje się kinem i nie znała ostatniego filmu Wajdy. Dodam tylko, że pani Karolina zna filmy Felliniego, Antonioniego, Polańskiego i w ogóle wszystkie i wszystko i może się wypowiedzieć teoretycznie i praktycznie na każdy temat. Brawa za rozległą wiedzę.
Przy okazji sprawdziłem w księgach imion, że Karolina ciągle pragnie dojść do sedna sprawy i jest bardzo dociekliwa. To się zgadza.
Nie będę biadolił nad płycizną polskich gwiazd, promowanych przez BigBradery i TańceZgwiazdami, bo nie chce mi się iść zgodnie z polityczną poprawnością polish szołbiznesu. Uważam, że te gwiazdy z programów rozrywkowych i reality show nie różnią się niczym od pani redaktor Karoliny i jej podobnych pań i panów, którzy myślą, że są lepsi. Bo nie są i niech się z tym pogodzą. Tak samo, Justyna Steczkowska nie jest lepsza od Doroty Rabczewskiej, choć pewnie by chciała.


Ps. Potęgą Joli Rootowich jest to, że jest taka kochana i plebejska. Tym nas ujęła. 




W ogóle czy w szczególe?

Słowo na niedzielę - felieton Barbary Grot | 2009-05-10 20:07:24

Dziś zastanów się, czy widzisz swoje życie z dalszej perspektywy, czy wolisz się przyglądać detalom.
Kiedy kelner przynosi ci rachunek w restauracji, co robisz? Patrzysz sie na total czyli sumę, czy może na koszt pojedynczych dań i napojów?
A co robisz w swoim życiu - czy częściej patrzysz ogólnie na rzeczy, które osiągnąłeś/aś do tej pory? Czy bardziej rozpamiętujesz i przyglądasz się konkretnym, krótkim momentom i epizodom, które były doskonałe? 
Generalna satysfakcja z życia podpiera obrazy naszych sukcesów. Zastanówmy się więc, na co patrzymy i dobierajmy obrazy dla potrzeby dobrego samopoczucia.
Może lepiej patrzeć na wszystko z dalszej perspektywy, gdy osiągnęliśmy coś pomimo trudności po drodze. W innych natomiast sytuacjach, szczególnie jeśli nie jesteś pewny/a, jaki będzie finał sprawy, lepiej cieszyć się z krótkich, konkretnych momentów szczęścia i przyjemności.
A więc ci, którzy chodzą po górach i lubią przebywać nad morzem wiedzą, jak cudownie jest patrzeć na  BIG PICTURE.  Z kolei poszukiwacze diamentów przyznają, że trzeba przyjrzeć się każdemu, nawet najmniejszemu diamentowi, ale z bliska.
Życzę więc pięknych widoków w tym i w następnych tygodniach.




Warszawa - intrygujące miasto kontrastów

Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-05-06 10:15:30

Taka już niedola stolicy, że wszyscy muszą na nią narzekać. A że drogo, a że brzydko, a że ludzie nieuprzejmi,  a że zabiegani… Chciałoby się odpowiedzieć „heloł”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „o co chodzi?”…
Hiszpanie nie lubią Madrytu, Francuzi – Paryża,  a Anglicy – Londynu. Tak już jest. Bo stolica przyciąga najlepszych specjalistów, ludzi aktywnych, pracowitych i chcących się dorobić. W stolicy z reguły zarabia się najwięcej i najwięcej się wydaje. W stolicy najwięcej też się dzieje – kina, teatry, kluby i galerie występują tu częściej niż gdzie indziej.
Jaka naprawdę jesteś, Warszawo? Pokiereszowana przez historię, zróżnicowana architektonicznie i dynamiczna. Twoje monumentalne, komunistyczne budynki mieszają się tu i ówdzie z przedwojennymi kamienicami i nowoczesnymi wieżowcami. Wszędzie czuje się Twój ogromny potencjał. Twoi mieszkańcy są bardzo aktywni – budują coś lub tworzą, pracują i konkurują.  
Ale nie idealizujmy. Sporo tu wiochy (w sensie mentalności, bo nie mam nic przeciwko mniejszym miastom i wsiom). Całe centrum jest permanentnie niezagospodarowane – lokalna mafia z KDT i PKP* dzielnie się trzyma, a wiatr urywa ludziom głowy. Metro funkcjonuje przede wszystkim jako przedmiot żartów warszawiaków, a dworzec centralny pleśnieje i obrasta tłuszczem, zanim zacznie chodzić.
Mimo to kochajmy Warszawę za Pragę Północ, Mokotów, Powiśle, Żoliborz i Saską Kępę. Kochajmy za odnowione Krakowskie Przedmieście, nowy gmach Biblioteki Uniwersyteckiej, Most Siekierkowski oraz Pałac Kultury (i Sztuki). Amen.

*Blaszana hala Kupieckich Domów Towarowych szpeci centrum od niepamiętnych czasów. PKP, w osobach niereformowalnych wąsatych „menadżerów”, wciąż obiecuje gruntowny remont najważniejszych dworców.




Polski serial czyli śmiech przez łzy

What the fck - blog Ani Ossowskiej | 2009-05-05 21:16:27

Jako fanka absolutna odważnych obyczajowo (przynajmniej dla niektórych) seriali amerykańskich zastanawiałam się ostatnio czy produkcje typu “Nip/tuck” albo “Californication” mają szanse kiedykolwiek powstać w Polsce i doszłam do wniosku, że chyba prędzej doczekamy się drugiej linii metra w Warszawie.


Rozmyślając nad powodami mojego pesymizmu lub - jak kto woli - krytycznego realizmu i odrzucając niejako z góry jako powody finanse i PRL, którymi w Polsce jesteśmy w stanie wytłumaczyć prawie wszystko, no może za wyjątkiem pogody, doszłam do wniosku, że my Polacy musimy po prostu wiecznie cierpieć. Mamy wielki i wspaniały kraj, który tyle wycierpiał, więc na obiekt do obśmiania nadajemy się średnio. W końcu jesteśmy Mesjaszem narodów. Tylko ja osobiście mam dosyć wkręcania nam tego kitu i wszechogarniającej martyrologii, czy to na poziomie rodzinnym, społecznym czy narodowym. Tak tylko my mieliśmy Powstanie, a Rysio z Klanu wszystkie możliwe nieszczęścia. Ale może moglibyśmy chociaż na chwilę zostawić Rejtana, Szopena, papieża i wszystkich tym podobnych i nabrać trochę dystansu i luzu, czyli jak to zgrabnie ujął swego czasu prof. Bartoszewski „przekuć ten nabrzmiały balon”.


Otóż nasza historia niekoniecznie jest dużo bardziej wyjątkowa niż wielu innych narodów. Wiem, że zasmucę niektórych, ale nie jesteśmy jedynymi z trudną przeszłością, co więcej my też napadaliśmy na innych, a nie tylko byliśmy napadani, o czym niektórzy woleliby nie pamiętać.
Ja nie buntuję się przeciwko naszej historii i jej nie neguję. Co więcej uważam się za patriotkę, ale mój patriotyzm jest raczej oświecony niż absolutny i bierze się z próby zrozumienia nawet tych aspektów, o których nie chciałabym wiedzieć. Trochę tak jak w związku, kiedy znasz wady i zalety drugiej osoby, ale kochasz ją „mimo wszystko”. Podobnie, znając historię swojego  narodu bez pomijania jej ciemnych zakamarków można kochać swoją ojczyznę świadomie i dojrzale, a - co za tym idzie - mieć trochę dystansu do własnych wad i niedoskonałości.


Sądzę, że taki sarkastyczny, ironizujący i wykorzystujący nasze narodowe cechy i mity serial mógłby być zbiorową formą autoterapii i pomóc nam wszystkim w codziennym zmaganiu z naszą nierzadko „barwną” rzeczywistością, gdzie czasami tylko poczucie humoru pozwala przetrwać bez morderstwa na koncie.




Niewolnicy prysznica i mydła

Słowo na niedzielę - felieton Barbary Grot | 2009-05-05 20:33:32

Czy jesteś niewolnikiem czystości ciała?  Ile razy  dziennie się kąpiesz? Ile razy zmieniasz ubranie? Jakie masz rytuały przed wyjściem z domu związane z czystością? Czy jesteś niewolnikiem prysznica i mydła? Czy myjesz zęby 5 razy dziennie?

Ile masz produktów na półce do pielęgnacji i czyszczenia? Czy czytasz wszystkie etykiety  na produktach ? Ile ci to zajmuje czasu? Nadmierna czystość jest tez sposobem na kontrolę społeczeństwa, jego czasu wolnego, jak i wydatków. A może powodzenie naszego systemu ekonomicznego wymaga właśnie tego, byśmy przykładali dużą wagę do czystości i wydatków na kosmetyki.

Co więcej, znane są historie, kiedy białe szafki kuchenne zniewoliły kobiety, bo ktoś musiał zacząć przecierać meble kuchenne. W latach 50. poprzedniego stulecia obsesja czystości wpłynęła na  plany architektoniczne wnętrz i na design w sztuce użytkowej. I tak pojawily sie lóżka na cienkich wysokich nogach, żeby było widać kurz pod łóżkiem. Powstały też czajniki  o obłych kształtach bez ozdób, żeby było łatwo je myć.

Naukowcy mówią jednak, że trzeba mieć kontakt z brudem, aby mieć dobry naturalny system immunologiczny. A więc nie dajmy się zwariować nadmiernej czystości, bo niewolnictwo zostało już zniesione i pozwólmy sobie na trochę zanieczyszczenia naszego domowego środowiska.









Podyskutuj na forum

Ostatnie wpisy w kategorii trendsetting