
Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-07-22 15:08:07
Pisaliśmy w zapowiedzi programu nt. eko-trendów, że młodzi ludzie w Polsce, zwłaszcza wykształceni i wielkomiejscy, przywiązują coraz większą wagę do zielonego stylu życia, uprawiania sportu, własnej stylizacji etc. Wiem, że niektórych zabolało sformułowanie „snobowanie się w kulturze offowej”, bo kojarzy się z pseudointelektualizmem, nieszczerością i sztucznością. W tym opisie chodziło jednak przede wszystkim o szerszy kontekst nurtu Cultural Creatives, w którym dużo miejsca poświęca się na eko-styl i świadomą konsumpcję, w tym dóbr kultury. O ile podejście to Mooschka uznaje za właściwe, o tyle chciałbym zwrócić uwagę na pewne odchyły.
Nie o zielonych i kulturowo kreatywnych dziś pisać będę, ale właśnie o autentyczności i konsekwencji w wyznawanej filozofii życia. Imponuje mi postawa Kazimiery Szczuki, która koczuje w namiocie w dolinie Rospudy, bo widać, że wierzy w to, co robi i jest wierna swoim poglądom. Po drugiej stronie („tam, gdzie nie stało Zomo”) jest przykład zmieniających się jak w kalejdoskopie poglądów Michała Kamińskiego - w zależności od siły politycznej, która aktualnie pcha go do góry. Nie pójdzie Kamiński ginąć za Niceę, ani nie założy nawet moherowego beretu.
„Snobowanie się w kulturze offowej” jest tak mało autentyczne jak ww. poseł i kupieckość kupców z KDT. Problem niewarygodnych ideologów to plaga wśród młodych ludzi i swoista moda i trend i styl. Z założenia nie zna się klasyków kina, ale chętnie rozmawia się np. o Małgorzacie Szumowskiej jako odkrywczyni nowego stylu na wielkim ekranie. Przesiaduje się w „niszowych” kawiarniach obowiązkowo z papierosem, w stylizacji a’la Bloomsbury lub Awangarda Krakowska.
A w głowie pustka.
What the fck - blog Ani Ossowskiej | 2009-07-20 14:24:12
Namiętnie oglądam kanały informacyjne. To uzależnienie, podobnie zresztą jak każde inne, niesie ze sobą pewne koszta, w tym wypadku głównie psychiczne. Jednak adrenalina jest silniejsza od świadomości strat. Moj organizm czasem ledwo nadąża z jej produkcją. Bo jak tu się oprzeć pokusie: wojny, pożary, burze, gdzieniegdzie jakaś śmierć. Ewentualnie jakiś mniej lub bardziej niezidentyfikowany pedofil. Tu jest wszystko: tragedia, komedia, romanse, skandale, pieniądze. Jak w najlepszej operze mydlanej, tylko, że dla intelektualistów, albo masochistów, co zaskakująco często idzie w parze.
Czy nie jest pseudointelektualnym masochizmem oglądanie Nelli Rokity w programie Moniki Olejnik ,w którym to nasza posłanka stwierdza oto, że para dotknięta problemem niepłodności to powinna gdzieś wyjechać, odpocząć, a, w wolnym tłumaczeniu, samo się rozwiąże. Notabene po raz pierwszy widziałam Panią Monikę dosłownie zastygłą z wrażenia. Jak w najlepszej tragikomedii. Dramaturgia i komizm w pierwszorzędnym wydaniu. Tylko scenografia uboga, a aktorka wypowiadająca tę kwestię niezbyt urodziwa. Ale z drugiej strony muszę oddać sprawiedliwość i stwierdzam, że zostałam zmuszona do pewnej refleksji. Bo jakim cudem kiedykolwiek bym pomyślała, że może lepiej nie znać kilku języków obcych (Pani Nelli podobno zna pięć), że może lepiej poprzestać na jednym i mieć w nim coś sensownego do powiedzenia. A może lepiej w ogóle się nie odzywać.
Innym razem miałam przyjemność wysłuchania Pani minister zdrowia Ewy Kopacz, która poinformowała mnie, że za część usług medycznych w naszym kraju płaci Państwo, a tylko za pozostałą część pacjenci. Ja się pytam skąd to Państwo ma pieniądze na takie akcje charytatywne i czy są one odpowiednio opodatkowane. Może ktoś powinien zbadać źródło ich pochodzenia, bo widocznie jest nieznane. Apeluję, aby zajęły się tym odpowiednie służby.
Jako naiwnej obywatelce, do niedawna jeszcze, wydawało mi się, że tym Państwem jesteśmy my wszyscy i płacąc podatki płacimy już za te usługi, ale widocznie się myliłam, więc korzystając ze sposobności chciałabym gorąco przeprosić za moją bezczelną ignorancję w tym temacie.
I pomyśleć, że to wszystko dzięki telewizji. Dla takich chwil warto mieć telewizor, bo za bilet do cyrku trzeba zapłacić dodatkowo, a tym cyrkowcom i tak już Państwo płaci. Pan płaci i Pani płaci, dziękuję Państwu i sobie.
Słowo na niedzielę - felieton Barbary Grot | 2009-07-20 12:16:06
Przypomnijmy sobie gramatykę języka angielskiego i zróbmy sprawdzian z czasów: przeszłego, teraźniejszego i przyszłego. Gramatyka angielska ma wyższość nad polską, ponieważ trzy czasy – przeszły, teraźniejszy i przyszły – mają po 4 odmiany.
Więc powtórzmy sobie, jak to było, jest i będzie:
SIMPLE TENSES proste czasy
Present – teraźniejszy prosty
Past – przeszły prosty
Future – przyszły prosty
PERFECT TENSES – doskonałe czasy
Present perfect – teraźniejszy doskonaly
Past perfect - przeszły doskonaly
Future perfect - przyszły doskonaly
PROGRESSIVE TENSES – zmieniające się czasy, postępujące
Present progressive – teraźniejszy postepujacy
Past progressive - przeszły postępujący
Future progressive - przyszły postępujący
PERFECT PROGRESSIVE - doskonałe, postępujące czasy
Present perfect progressive – teraźniejszy doskonale postępujący
Past perfect progressive - przeszły doskonale postępujący
Future perfect progressive - przyszły doskonale postępujący
I tak, powtarzając sobie angielską gramatykę spójrz na swoje życie - na czas przeszły, teraźniejszy i przyszły. Co się wydarzyło? Co teraz robisz? Jak myślisz o przyszłości?
Dziś więc proponuję, żebyśmy się określili w ramach gramatyki języka angielskiego i - powtarzając lekcje z angielskiego - zadajmy sobie następujące pytania:
Czy nasza teraźniejszość jest doskonała, czy doskonale postępująca, a może jest po prostu prosta?
Czy uważasz że miałeś/aś czas przeszły perfekcyjny czy może simple – prosty?
Jaka jest przyszłość przyszłości?
Jaka jest przyszłość przeszłości?
Spójrzmy na problem czasów z perspektywy 40. rocznicy lądowania człowieka na księżycu. Ludzie wtedy myśleli o przyszłości, że będzie doskonale postępująca w kierunku odkryć kosmosu. Nikt wcześniej nie wybrał się na Księżyc (poza Małym Księciem), a deszcz spowodował sześciokrotne odwołanie lotu w kosmos zanim Armstrong udał się w historyczną podróż poza orbitę. Jak się okazuje, prozaiczne powody często nie pozwalają na czas przyszły doskonały…
Więc chyba tak naprawdę jest tylko jeden ważny czas – TERAŹNIEJSZY. I zróbmy wszystko, żeby był PERFECT.
Słowo na niedzielę - felieton Barbary Grot | 2009-07-07 14:30:31
Nasze pięć zmysłów to pośrednicy w odbiorze otoczenia. Możemy nawet sumę wszystkich oddziałujących na nas rzeczy nazywać rzeczywistością zmysłową. Zatem to, co pojmujemy przez zmysły, kształtuje i ubarwia nasze wyobrażenie o rzeczywistości.
Jakim małym zmysłowym przyjemnościom oddajesz się na co dzień? Co rejestrujesz ze swojego otoczenia i jak to ubarwia paletę twojego życia? Proponuję przegląd według 5 zmysłów:
Węch – jakie zapachy cię cieszą?
Zgniłych liści jesienią
Świeżego chleba
Wiatru
Róży
Kogoś, kogo kochasz
Samolotu i lotniska
Twojego miasta
Słuch – jakie odgłosy cię cieszą?
Bzyczenie pszczoły
Odgłos miasta
Szum wody w czajniku
Hejnał z Wieży Mariackiej
Gdy czegoś dotykasz – to wolisz, żeby było…
gładkie i zimne
miękkie i puszyste
A jak patrzysz dla przyjemności, to chcesz widzieć…
czyjeś włosy
gładki lakier na szybkim samochodzie
spokojną taflę jeziora
a może truskawki bez śmietany
Jaki smak najchętniej byś chciał/a mieć w ustach?
Truskawek
Mrożonej kawy
Albo ... możemy tak wymyślać bez końca.
W tym tygodniu proponuję zatrzymać się na chwilę jednego dnia i sprawdzić, co dokładnie czujemy w danym momencie. Testujemy wszystkie zmysły jeden po drugim, co rejestrują. Gdy się tego dowiemy, cieszmy się, że tego momentu nie przegapiliśmy!
Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-07-07 08:41:54
Rozczuliła mnie rządowa propozycja dopłaty do kredytów mieszkaniowych dla małżeństw i osób samotnie wychowujących dzieci. Szlachetna idea w dobie kryzysu ekonomicznego, ale szkoda, że dyskryminująca singli, tych, którzy żyją na kocią łapę i wielu innych. Skoro już dochodzi u nas do takich absurdów, proponuję pójść krok dalej: dopłata do kredytu mieszkaniowego tylko dla osób głęboko wierzących, którzy żyją w związku małżeńskim uświęconym ślubem kościelnym.
Przy czym głębokość wiary należałoby matematycznie oszacować jako współczynnik uczęszczania na mszę, wpłat „na tacę” oraz kontaktów z proboszczem. Dodatkowe punkty przyznawano by członkom Rodziny Radia Maryja.
W przypadku Świdnicy na przykład (dolnośląskie) dopłat byłoby sporo ze względu na tradycję - dawne Księstwo Jaworsko-Świdnickie i współczesną Diecezję. Pomogłyby też lokalne władze, które - jak za dawnych lat u Reja w „Rozprawie między Panem, Wójtem i Plebanem” - niemalże na co dzień manifestują swoje przywiązanie do religii przez częste kontakty z hierarchami kościelnymi i coniedzielny udział w mszy świętej.
ps. Odsyłam też do artykułu Gazety nt. protestów wokół koncertu Madonny w Warszawie http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,6794799,Krucjata_przeciw_Madonnie.html
Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-07-03 08:37:00
I cóż się dziwić większości Polaków, że jak ognia unikają komunikacji miejskiej i regionalnej – zapyziałych tramwajów, autobusów, gratów-pekaesów, pociągów pośpiesznych i regionalnych (PKP to mój konik)? W Polsce tzw. klasa średnia i wyższa, o ile w ogóle istnieje, porusza się samochodami. Jest to nieekologiczne i nieseksowne rozwiązanie, a na dodatek skazuje na korki, wąskie drogi z autoradarami i brak autostrad/ekspresówek, ale…
…lepsze auto w korku niż śmierdzący współpasażer w autobusie. Proekologiczna Mooschka apeluje z uporem godnym maniaka o styl życia respektujący środowisko naturalne i o korzystanie z transportu publicznego. Mamy świadomość, że pewne bariery są trudne do pokonania: poziom usług plus towarzystwo wydzielające nieprzyjemną woń. Te dwa aspekty skutecznie zniechęcają Polaków do rezygnacji z podróży samochodem. Łatwo zaobserwować, że w jednym aucie zwykle siedzi jeden pasażer – w ten sposób indywidualistyczny Polak za kółkiem jest sobie sterem, żeglarzem i okrętem zarazem.
W związku z powyższym mamy dwa apele: do rządu o natychmiastową poprawę standardu transportu publicznego (śmieszne) i do tych pasażerów, którym zdarza się zapomnieć o istnieniu takich wynalazków, jak mydło, ciepła woda i antyperspirant (bardzo śmieszne). O ile ten pierwszy apel można uznać za irracjonalny, bo Polska jest na dorobku i nie stać nas na wymianę ww. taboru, o tyle błagalna prośba o higienę osobistą jest jak najbardziej na miejscu. Wszyscy możemy mieć w tym swój wkład poprzez zwracanie uwagi znajomym i nieznajomym w środkach komunikacji miejskiej, ażeby należycie uskuteczniali poranną toaletę.
Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-06-26 15:00:52
Co roku na przełomie czerwca i lipca zadaję sobie pytanie: po co komu i na co SEZON OGÓRKOWY? Czy to się telewizjom i instytucjom kultury naprawdę opłaca? Czy ktoś wreszcie wpadnie na pomysł zagospodarowania tej niszy?
Są już tacy, którzy potrafili trochę wykorzystać ww. kuriozalny okres w naszym kraju. Niektóre prywatne warszawskie teatry np. Bajka i Polonia, dostrzegając brak konkurencji, robią intensywny repertuar na lato właśnie. Wielu mieszkańców dużych miast w wakacje i tak pozostaje w mieście. Na pewno chcieliby się wybrać na dobrą sztukę, ale co to kogo…
Jak zwykle Szymonek zaproponuje jednak bardziej kuriozalne i absurdalne rozwiązanie. Mianowicie, w tym roku trzeba w lipcu i sierpniu pozamykać księgarnie i biblioteki. Sklepy spożywcze mogłyby być otwarte max. do godz. 15.00. Galerie i muzea, podobnie jak teatry czy szkoły, są niepotrzebne w czasie wakacji, bo Polacy wtedy gremialnie rezygnują z myślenia.
Muzeum Narodowe w Warszawie i tak jest czynne tylko do godz. 16.00 (????!!), więc można by w ogóle zrezygnować z jego działalności na 2 miesiące, albo otwierać bramy tylko od 10.00 do 12.00. W sumie wychodzi na to samo. I tak pies z kulawą nogą tam już nie zagląda, a biedne dzieci ze szkół podstawowych na myśl o wycieczce do M. Narodowego dostają kur…
PS. A propos państwowych instytucji kultury, latem relaksują się nasze szatniarki i bileterki, które od września do czerwca pracują w pocie czoła. Są tak pochłonięte pracą, że nie zauważyły nawet zmiany ustroju, zachowując się tak, jak przystało na dobre komunistyczne zwyczaje: bywają często nieuprzejme, aroganckie, żeby nie powiedzieć chamskie. Tak trzymać! Pielęgnujmy polski folklor.
What the fck - blog Ani Ossowskiej | 2009-06-24 08:46:46
Niedawno dopadła mnie myśl, że kultura rywalizacyjna, w której przyszło nam współcześnie funkcjonować produkuje, i to na potęgę, wyuczonych psychopatów. Skąd takie czarnowidztwo? Zastanówmy się więc co jest dzisiaj aprobowane i premiowane społecznie. I to w czasach, w których, jak nigdy, mówi się o emocjonalnej inteligencji i innych tego typu „wynalazkach”. Tylko dzisiaj zamiast po prostu coś poczuć należy zarządzać własnymi emocjami i to jeszcze umiejętnie. W teorii może i brzmi niegłupio, ale w praktyce często doprowadzone ad absurdum.
Jednym z symptomów psychopatii jest na przykład lekceważenie norm. Osobiście nie jestem wielką zwolenniczką konformizmu, ale dzisiaj z kolei każdy sam chce wyznaczać swoje normy i jeszcze nazywa się to kreatywnością i twórczym podejściem do rzeczywistości.
Następny objaw to niemożność utrzymania związków Ach, jakże modnie jest być singlem i robić z tego sposób na życie, a wręcz najbardziej uświęcony sposób funkcjonowania.
Występuje także niska tolerancja dla frustracji i równie niski próg wyzwalania agresji Przecież każda ambitna jednostka musi być trochę agresywna, bo ambicja to bardzo ważna rzecz w życiu. Niezdolność do przeżywania poczucia winy i skłonność do obwiniania innych też się da wytłumaczyć. Sumienie to zbędne kilogramy, zresztą to takie niefajne odczuwać jakąś winę, a przecież chodzi o to, żeby było miło.
Zgadzam się, że dobrze jest posiąść umiejętność wyznaczania własnych granic i nie pozwalać robić z siebie kozła ofiarnego, a także, że czasami dobrze pomyśleć i zrobić coś inaczej niż wszyscy, zgodnie z własnym rozumkiem, bo chyba po to on też jest, żeby go używać samodzielnie. Tylko, że w moim prywatnym pojęciozbiorze asertywność, bo to o niej mowa, leży bardzo blisko empatii. Bo z jednej strony wymaga głębokiej refleksji nad własnymi potrzebami, aby móc je później mądrze wyartykułować, a ponadto czasem liczymy też na zrozumienie z tej drugiej strony.
Tak, dbajmy o własne potrzeby, nie róbmy z siebie męczenników, ale szanujmy nawet swoich adwersarzy i pamiętajmy, że chamstwo to nie to samo co silna osobowość.
Słowo na niedzielę - felieton Barbary Grot | 2009-06-22 21:07:58
Racjonalność jest bardzo ważna w życiu: pozwala nam nie spóźnić się do pracy, kupić bilet do teatru na sztukę, która chcemy zobaczyć, wytłumaczy nam, na czym polega deszcz i jak powstał piasek na plaży.
Racjonalność zawsze ma odpowiedź na wszystko, jest pełna teorii i rozwiązań jasnych i wyraźnych, niedwuznacznych, wymądrza sie na każdym kroku i wszystko wie najlepiej. Jej głos jest najbardziej doniosły. Racjonalność proponuje nam świat jasny i rzeczywisty jak na obrazie z okresu realizmu socjalistycznego. Bazuje wyłącznie na naukowych wywodach i prawdach dowiedzionych.
Zadaj sobie jednak pytanie, czy racjonalność jest wystarczająca, żeby określić twoje życie.
Może jest w twoim życiu coś, co nie mieści się w tych ramach. Coś, co wymaga innego podejścia - może widzisz świat tak, jak to wiedział Mark Rothko albo Marc Chagall, a nie jak socrealiści.
Może iluzja i nieracjonalność jest potrzebna, żeby wytłumaczyć sobie jak się czujemy i co przeżywamy. Może czasami nieuzasadniony optymizm i ignorancja są lepsze od udowodnionej prawdy.
Ale uwaga uwaga!!!!
Racjonalne podejście do życia powoduje, że nie tracisz zmysłów. I tak, w Hong Kongu, gdzie popularny jest racjonalny Konfucjanizm odnotowuje się rzadsze występowanie chorób psychicznych - w przeciwieństwie do USA, gdzie ludzie żyją iluzjami i często chorują.
A więc proponuję jedyne słuszne rozwiązanie, czyli bycie racjonalnie nieracjonalnym.
What the fck - blog Ani Ossowskiej | 2009-06-17 09:00:57
Czy nie byłoby prościej gdybyśmy wszyscy rodzili się z gotową instrukcją obsługi? Takim prezentem od Boga czy innej siły wyższej. Taka wyprawka mogłaby mocno ułatwić życie naszym bliskim, a w konsekwencji i nam.
Czasami marzę o takiej instrukcji dla siebie o… samej sobie. Ile wyrzutów sumienia można by zaoszczędzić w sytuacji, kiedy zachowujemy się nie tak jak trzeba? Czasem niekoniecznie wynika to z naszych złych intencji czy nawet głupoty, ile na przykład z temperamentu, który jest uwarunkowany biologicznie. Nie poświęcalibyśmy cennego czasu na eksplorowanie terenów, na których i tak nie mamy szans na przetrwanie. Wiedzielibyśmy, w czym możemy odnieść sukces, a co lepiej sobie darować. Czy nie mielibyśmy wtedy lepszych lekarzy, prawników, artystów itd.? Czy nie funkcjonowalibyśmy w społeczeństwach ludzi świadomych siebie i swoich możliwości, ludzi sukcesu zawodowego i osobistego?
W praktyce mogłoby to wyglądać tak: rodzice od początku znają mocne i słabe strony swojego dziecka, (o ile czegoś nie zepsują w procesie wychowawczym) oraz jakie ma uwarunkowania temperamentalne i jaki jest optymalny poziom motywacji takiej jednostki. A w bonusie kilka scenariuszy postępowania z pociechą w zależności od efektów jakie chcemy osiągnąć.
No i tu mamy chyba sedno sprawy. Bo gdzie w tym wszystkim nasza wolność, wolność wyboru, wolność do podejmowania złych decyzji, wolność do uczenia się na błędach, wolność do kształtowania się i samopoznawania. Zgadzam się, że czasem każdy z nas dobrowolnie zrzekłby się tej wolności. Raczej nie jestem jedyną, która niekiedy mimowolnie marzy o tym, że przyjdzie ktoś i powie „to sobie odpuść, ten wybór jest dla ciebie zły, a tamten dobry”. Tak, jak w przysłowiowym hipermarkecie, kiedy stoimy przed półkami z 50 rodzajami proszków do prania i nie wiemy, co wybrać. Tam mamy przynajmniej reklamy, które czasem „podejmą” decyzję za nas. W życiu też coś nam reklamują rodzice, znajomi, telewizja, społeczeństwo. Czasem są to zbieżne motywy, a innym razem całkowicie rozbieżne. A odpowiedzialność niestety (lub stety ) jest nasza.
Ale to nasze życie i właśnie może dzięki tym nie zawsze najlepszym wyborom jest naprawdę nasze. Może ta niedoskonałość zaświadcza o wyjątkowości i jednostkowości człowieka. Może warto spojrzeć z tej perspektywy. Nie wybiorę jej za wszystkich i dla wszystkich, mogę ją jedynie „reklamować”, ale wyboru każdy musi dokonać sam.