
Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-11-12 14:52:29
niniejszy felieton dedykuję Tatarom i osobom Ambitnym
Dwie ciekawe informacje ze „świata kościoła” (celowo używam cudzysłowu, bo jest to świat coraz bardziej luźno związany z rzeczywistością – a’la Matrix) obiegły świat realny i dotarły z impetem do redakcji naszego portalu.
Pierwsza była z pozoru mało istotna. Znany polski redemptorysta (wreszcie) zrobił doktorat. Napisał (oczywiście skromnie, jak przystało na duchownego) o swoim dziele. Gratulujemy i trzymamy kciuki za profesurę (proponowany temat: „imperium medialne w służbie kapłana”). Widać, że ww. ojciec derektor postanowił zadać kłam masońskiemu mitowi, że księża pochodzą ze wsi i stronią od nauki.
Druga informacja wydawała się bardziej brzemienna w skutkach. Tę informację poczuł się w obowiązku skomentować m.in. Prezydent RP i Jego Ekscelencja Minister Stasiak. Wyrok Trybunału w Strasburgu, że krzyż nie może wisieć we włoskiej szkole zbulwersował i zszokował liczne grono osobistości polskich usytuowanych głównie na prawicy sceny politycznej V Rzeczypospolitej Polskiej [m.in. przewodniczącą rady Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która w felietonie w G. Wyborczej 12-tego dnia miesiąca listopada br. stwierdziła, że niewierzącym na pewno nie przeszkadzają żadne religijne znaki i symbole na ścianie, bo mają do tego obojętny stosunek] PS. Najlepiej wierzący wie, co wkurza niewierzącego, nieprawdaż?
Minister Stasiak ma jednoznaczny komentarz do haniebnego strasburskiego wyroku: pogarda dla katolików. A pogarda, jak wiadomo, prowadzi do rzeczy straszliwych (jakich? – tego już św. Minister nie sprecyzował). Sodoma i gomora? Retoryka w tymże wysokim i szlachetnym stylu nasuwa mi na myśl pewien znany z rozgłośni radiomaryjnej wiersz na temat UE (razem z Trybunałem promuje cywilizację śmierci, aborcję, eutanazję i małżeństwa biseksualne), który pozwalam sobie zamiast komentarza, razem z fragmentem audycji, niniejszym zacytować:
Mówi... osoba z południa. Chciałabym wypowiedzieć się krótkim wierszem, prostym, krótkim wierszem, na temat unii.
– Bardzo proszę.
– Służalcy i Unia. Unio Brukselska, śmiercionośna, wielka! Nierządnico europejska. Niby sfora wilków szczeka, wyszczerzając kły. Omamiając błyskotkami, złotym cielcem, monetami. Nie ujawni planów ciemnych, jak zabije Polskę, ludzi biednych! Oszukując, zagrabiając, niszcząc dobre obyczaje, degraduje cały naród. I położy ciężką łapę w samym sercu Europy. Unia – Polskę rada zgnieść, by zaśpiewać znaną pieść: nur für Deutsch, nur für Geld, nur für mason, Boga wróg. Zniszczyć chce maryjny lud. Tak, by Polska nie istniała, by się sama zatracała. Z mapy świata wymazała. Otwórz Polsko oczy! Dziś, na szatański Unii zmysł! Dziękuję.
– Szczęść Boże.
wiersz jest dostępny również w wersji audio, źródło cytatu: http://pl.wikiquote.org/wiki/Radio_Maryja
Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-10-30 21:15:36
Idąc za ciosem: w związku z tym, że nalegaliście, by dokończyć wcześniej poruszany wątek ofiar siłowni, niniejszym „komisyjnie” kończę notatkę w ww. temacie.
Wszystko w zbyt dużych ilościach może być przesadą i obsesją. To banał, ale kocham banały. Mamy już tuziny i tysiące ludzi uzależnionych od siłowni, którzy stoją dziś już niemal na granicy aberracji. Przypomina to uzależnienie od nikotyny lub chodzenia do kościoła. Siłownia to ważna część dnia, tygodnia i miesiąca. Oglądamy się w lustrze w domu, a co gorsza na gymie, oceniając każdy mięsień i stopień urojonego zwiotczenia ciała.
Osobną grupą są tzw. przerosty i karki – kolesie, którzy stracili proporcje, zdrowy rozsądek i umiar. Doprowadzili się do wyglądu skrajnie geometrycznego i zabawnego. Miewają też nóżki – patyczki, kontrastujące z klatą napuchniętego Arnolda, który dziś zresztą wygląda jak balon, z którego zeszło powietrze.
Uważajcie na wszelkiej maści odżywki. Zwłaszcza na gainery, białka, i nie daj Boże sterydy, hormony i hormonopodobne wynalazki, bo kończy się to tragicznie dla organizmu. Lepiej w sprawie suplementów zasięgnąć porady sprawdzonego lekarza zamiast pseudoprofesjonalisty w sklepie z odżywkami, który sprzedałby Kreta do zlewu – byleby tylko zarobić kasę.
Cdn.
What the fck - blog Ani Ossowskiej | 2009-10-26 16:39:23
Chyba znalazłam właśnie pracę marzeń i pracodawcę idealnego. Apartament, porsche razy dwa, najdroższe ubrania, harley i brak limitu na wydatki, a jedynym obowiązkiem jest bywać gdzie się da, zaprzyjaźniać się i podrywać. Czasem jeszcze jakiś raporcik skrobnąć. Zdecydowanie ciężka i odpowiedzialna praca, nie ma więc nic nienormalnego w tym, że za takie wynagrodzenie. Aż dziwne, że niektórzy takie rzeczy, może oprócz tych raporcików, robią za darmo. Ale rozumiem, że jak już się zaprzedać pracy, to chociaż luksusowo.
Osobiście proponuję pójść dalej i na przykład przebojem mógłby być specjalny program szkoleniowy pod roboczym tytułem "od przedszkola do CBA". Już widzę te tłumy chętnych maluchów zaciągnięte przez rodziców, którzy chcą ułatwić życie swoim pociechom. Następnie "agent w każdej szkole" zamiast mleka i owoców, albo jeszcze lepiej dwóch, tak żeby mogli donosić na siebie nawzajem. To się nazywa ścieżka kariery.
Nie wiem czy powinno istnieć CBA. Nie jestem na tyle kompetentna, żeby rozstrzygać tę kwestię. Wiem jednak, że misją państwową nie powinno być rozsiewanie agentów w nadziei, że prędzej czy później coś znajdą na tego swojego wroga, czytaj obywatela. Zdaje się zresztą, że już to przerabialiśmy i nic dobrego z tego nie wyszło. Co więcej rozsiewa się ich po to, aby to oni namawiali do popełnienia tego przestępstwa. To już naprawdę trąca Orwellem, a morał z jego książek nie jest zbyt wesoły. I tak już jesteśmy krajem o jednym z najniższych wskaźników zaufania społecznego, więc czy trzeba je niszczyć do samego końca. Jak pokazują wszystkie badania, jest to składnik konieczny do przeprowadzania jakichkolwiek reform a także budowy społeczeństwa obywatelskiego, angażującego się w sprawy swojej społeczności i działającego na jej rzecz. Nie sądziłam, że stać nas na luksus niszczenia czegoś czego de facto nie mamy.
Niedługo powstaną koszulki z podobizną "boskiego" Tomka, takie jak z Marilyn czy Nirvaną, w końcu to też już ikona popkultury w naszym kraju. Kilka dni temu ktoś przesłał mi kadr z jakiegoś polskiego serialu detektywistycznego z podpisem "jaki kraj, takie CSI". Ja dodam: jaki kraj, taki też James Bond.
Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-10-23 09:01:02
Poproszono mnie (uprzejmie), żebym wreszcie napisał coś optymistycznego, zamiast krytycznego. Proszę bardzo. Wyobraźmy sobie, że żyjemy w cieplejszym klimacie np. śródziemnomorskim. Że ludzie są wobec siebie uprzejmi, uśmiechają się i współpracują…
Że w Polsce nie występuje mentalność małomiasteczkowa, a ludzie są otwarci i tolerancyjni. W środkach komunikacji publicznej jest czysto i pachnąco, a pasażerowie nie są naburmuszeni tudzież obrażeni na świat i siebie nawzajem. Każda nowa osoba wsiadająca do autobusu czy tramwaju witana jest z uśmiechem. Wszyscy się myją i używają antyperspirantów. Wystylizowane staruszki przeglądają najnowsze dodatki do Naszego Dziennika: „Elle Toruń” i „Jak czuć się potrzebnym”.
Na ulicach jest estetycznie i kolorowo, a ludzie przywiązują wagę do tego, jak się prezentują. Nikt nie ma tłustych włosów i nie nosi butów sprzed kilku sezonów. Wszyscy już dawno wyrzucili tzw. „kurtkonamioty” czyli obleśne, jak gdyby oblepione plastikiem przydługawe kurtki…
I wtedy niestety zadzwonił budzik…
What the fck - blog Ani Ossowskiej | 2009-10-12 17:27:54
Miało być inaczej a wyszło jak zwykle. Tak najkrócej potrafię posumować ostatnie afery polityczne. Jednocześnie nie potrafię ukryć swojego rozczarowania. Czy jesteśmy skazani na taki political stajl a może dla niektórych to wręcz lajfstajl? Czy w związku z tym, że raczej oryginalne tsunami nam nie grozi to jakaś siła wyższa postanowiła zafundować nam polityczne, w ramach wyrównywania szans i bilansu energetycznego? A może coś jest w naszej wodzie i jedzeniu, że takie homo politicusy nam tu wyrastają?
Czuję się zagubiona i zła, nie widzę nikogo na kogo mogłabym oddać swój głos i nie rozumiem dlaczego ci, którzy go mieli kompletnie tego nie poszanowali. Czy naprawdę tak ciężko spełnić podstawowe standardy, ja nie chciałam tych wszystkich obiecywanych cudów tylko trochę normalności. Tyle by mi starczyło, ale widocznie normalność jest przereklamowana. Panem et circenses, czyli chleba i igrzysk, jak głosi stara łacińska sentencja, tego podobno lud wymaga. Skoro o to pierwsze trudno to chociaż to drugie mamy gwarantowane i w nadmiarze. Tylko dlaczego są kraje, w których ministrowie tracą swoje posady, bo zapłacili służbową kartą za pampersy dla swojego dziecka (kilka lat temu taki przypadek miał miejsce w Szwecji)? U nas można już było jeździć służbowymi autami po całym mieście w czasie po pracy, zamawiać hamburgery z podwózką do pociągu u policjantów, kupować głosy poselskie, oskarżać wszystkich i o wszystko bez dowodów, a nawet kupić sobie ustawę, bomba, w sam raz do postawienia na kominku i można by tak wymieniać bez końca.
Zadam pytanie, na które naprawdę nie znam odpowiedzi: czy na świecznik pchają się ludzie już bez moralności czy dopiero jak tam dotrą to ją tracą? O to mogłabym na przykład zapytać pana Zbigniewa Ch., czyli Zbycha po prostu, ale wiarygodność tej odpowiedzi mogłaby być mocno średnia.
Niedługo dzień bez kolejnego aresztowania, wyrzucenia, przesunięcia, odsunięcia będzie możliwy jedynie w marzeniach i to dopiero będzie cud jak się wydarzy w rzeczywistości. Tylko czy o takie cuda tu chodziło?
What the fck - blog Ani Ossowskiej | 2009-10-06 15:40:25
Wszyscy znamy słynnego photoshopa. Może nie każdy już używa, ale słyszeliśmy co nieco lub chociaż widzieliśmy jego owoce. Ludzie lubią ładne przedmioty, ładnych ludzi i w ogóle jak jest ładnie. Ja też lubię, do czego przyznaję się bez bicia. Tylko, że jak widzę zdjęcia kobiet, które wyglądają jakby miały mniej zmarszczek niż moja 16-letnia siostra to jakaś część mnie buntuje się przeciwko takiemu „rozprasowywaniu” rzeczywistości. A obok obowiązkowo wywiad o samoakceptacji, samorealizacji i samoaktualizacji.
Drążąc temat zauważyłam, że zjawisko to zatacza coraz szersze kręgi i dotyczy rzeczywistości nie tylko obrazkowej, ale i mówionej. Na pewno czytaliście te wywiady, w których nasze „gwiazdy” opowiadają o tym jak to cudownie wstawać 5 razy w nocy do nowonarodzonego dziecka albo jak to kolejna miłość je odmłodziła, uleczyła, odmieniła itd.
Dla mnie to też taki photoshop. Rysujemy jakiś obrazek, tylko, że tym razem słowami malujemy pożądaną rzeczywistość. Świetnie, że jest tak pięknie i sielankowo, tylko po co wpędzać w depresję tych, dla których pięciokrotne wstawanie w ciągu nocy to nie jest czysta przyjemność, czyli dla większości ludzi. Skoro się tak akceptujemy to po co zdjęcia, które ujdą co najwyżej na blogu piętnastolatki ( jako przykład sesja Moniki Olejnik i Kayah w Gali)? Zresztą biorąc za materiał źródłowy tę właśnie sesję i wywiad to naprawdę można się zastanowić kto zwariował: ja, bo dla mnie to kompletne dno, gazeta, która to wypuściła, obydwie Panie, że się na to zgodziły czy w ogóle świat? Dlaczego dwie atrakcyjne kobiety, które zapracowały na swoje pozycje i nie były w tym miejscu, w którym są teraz mając lat 20, co więcej żadna 20-latka nie mogłaby być na ich miejscu, opowiadają takie dyrdymały i zgadzają się na sesję, która zwyczajnie je ośmiesza? Nie wiem czy to kwestia próżności czy chwilowej utraty zmysłów, szczególnie wzroku i słuchu. Chciałabym wierzyć, że w przypadku tych Pań, które cenię i szanuję, to miał być żart, ale zdaje się, że do 1 kwietnia to jeszcze daleko.
Wygląda na to, że takie słowo jak „rzeczywistość” w redakcjach to abstrakcja. Sprzedawany nam jest świat, który nie istnieje a my go kupujemy. Nasuwa mi się pytanie: po co wydajemy pieniądze na te kłamstwa? Dajemy przyzwolenie fotoszopizacji, pokazujemy zielone światło, tym samym dając sobie czerwone do deseru i prawdziwej samoakceptacji.
Pozostaje mi więc tylko stanąć przed lustrem, naciągnąć twarz najmocniej jak potrafię i w ten sposób zobaczę jak będę wyglądać za 20 lat, przynajmniej na zdjęciach. A mowę o samoakceptacji też sobie przygotuję i będę powtarzać jak mantrę, a może jeszcze w nią uwierzę.
Wykopane ze śmietnika - Hieronim Sokulski | 2009-09-17 13:56:10
Siłownie i inne przybytki sportowe stały się bardzo trendy i hip. Już dziś każdy szanujący się wielkomiejski osobnik płci żeńskiej i męskiej uczęszcza na siłownię i robi ćwiczenia aerobowe, biceps, triceps etc. Doszło już do tego, że gdy dzwonię do kolegi z pytaniem: „co słychać?”, odpowiada mi „dziś robiłem klatkę i biceps”. Bardzo enriching* nieprawdaż?
Ważny na siłowni jest klimacik, towarzycho, ploty oraz… outfit czyli strój. Skończyły się czasy byle-dresów i najdejszły czasy dresów adidasa, pumy i tym podobnych zwierzątek. Nie bez znaczenia jest też kolor stroju do ćwiczenia, dobrej marki buty i nażelowane włosy.
Nie ma się co śmiać, bo trenerzy tłumaczą, że dobry strój wspomaga efekty ćwiczenia. Siłownia to przecież cały styl życia – odpowiednie suplementy i dieta to dodatki, jak mawia moja koleżanka, mega ważne.
W ogóle siłownia to bardzo poważny temat, albowiem nie wolno pić alkoholu, jeśli chce się mieć widoczne mięśnie.
A zatem moi kochani – bierzemy ręcznik i do roboty!
What the fck - blog Ani Ossowskiej | 2009-09-17 13:53:45
Kiedyś było lepiej. Znacie to powiedzenie? A już na pewno inaczej, spokojniej i mądrzej. Kiedyś słuchało się rocka po prostu, dzisiaj psychodelicznego progresywnego post-rocka (autentyczny facebookowy opis jednego z młodych zespołów). Nagroda specjalna dla kogoś, kto rozszyfruje to w całości. Kiedyś jadło się obiad, a dzisiaj chodzi na lunche, brunche i inne srunche, najlepiej na sushi albo coś o nazwie, której 99 procent populacji nie jest w stanie wymówić poprawnie. Kiedyś kupowało się mieszkanie, dzisiaj to apartamentowce o wdzięcznych nazwach typu la lumiere, villa l'azur, morski house (pisownia autentyczna). Moją ulubioną jest jednak chyba patria (łac.ojczyzna), czy to nie cudowne na pytanie "gdzie mieszkasz" móc odpowiedzieć, że w ojczyźnie. Najlepsze z tego wszystkiego jest chyba to, że ktoś za wymyślanie takich farmazonów bierze pieniądze i to pewnie całkiem niezłe.
W jakimś sensie to tendencje światowe, ma być kreatywnie, oryginalnie, elitarnie, ale czy naprawdę jesteśmy przez to bardziej światowi, bo jak dla mnie to raczej zaściankowi. Kopiujemy nawet kreatywność zamiast tworzyć coś nowego. Oryginalne jest to co niepowtarzalne i unikatowe, a nie za przeproszeniem zerżnięte i tym samym zarżnięte. Wiem, że brzmi to trochę jak gadanie, jak to wspaniale było, jak się kiedyś papier toaletowy zdobywało, a dzisiaj to nawet złoty by nas nie zadowolił, więc spieszę z pomocą i wyjaśniam, że nie o to mi chodzi. Trochę normalności i prostoty chyba by nie zaszkodziło. Zastanawiam się, do czego aspirujemy w ten sposób: do magicznego lepszego świata czy większego zagubienia? A może to jedno i to samo.
What the fck - blog Ani Ossowskiej | 2009-09-13 15:41:19
z dedykacją dla tych, którzy wiedzą, że to dla nich, dobrze, że jesteście
Niedawno wraz z przyjaciółką stwierdziłyśmy, że ludzie są chyba po to, żeby nas zawodzić. Genezy tej myśli już prawie nie pamiętam, bo dosłownie parę chwil później, dotarło do mnie, że większość najpiękniejszych, najwspanialszych, najbardziej wartych zapamiętania chwil zdarzyła się jednak przy współudziale innego czynnika ludzkiego lub wręcz za jego sprawą. I całą konstrukcję myślową szlag trafił.Chciałabym móc stwierdzić inaczej, bo zaprzeczać samej sobie i uświadomić sobie, że nie wszystkie automyśli są genialne to jednak jest przykra sprawa.
Ludzie nas zawodzą, rozczarowują, wkurzają, a czasem jeszcze gorzej. Tylko, że jednocześnie potrafią dostarczyć szeregu niezapomnianych bodźców, które nierzadko przewyższają wszystko co jest in minus. Poza tym spodziewanie się samych miłych doznań jest trochę naiwno-dziecięcym życzeniem. Może to kiepskie porównanie, ale nawet maszyny się psują, a człowiek maszyną jednak nie jest. Czasem i nam zdarza się mieć gorszy dzień, bywamy nieczuli, niemili, opryskliwi, a później sami nie wiemy dlaczego i po co. Oczywiście nie piszę tutaj o patologii, bo taką należy leczyć, tylko raczej o tym, że "człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce". Więc może czasem lepiej odpuścić, spróbować zrozumieć zamiast nakręcać spiralę agresji albo tkwić w poczuciu niezrozumienia i osamotnienia.
Dotyk, uśmiech, rozmowa, słowo są tym czego potrzebujemy, za czym tęsknimy, czego pragniemy. Co ciekawe nierzadko dokładnie te same rzeczy nas ranią. Chyba ważne jest po prostu, mówiąc językiem ekonomistów, aby bilans emocjonalny relacji był dodatni. Na szczęście jesteśmy tak cudownie skonstruowanymi zwierzętami, że czasem potrafimy zapominać albo po prostu docenić to co dobre, mimo wszystko.
Słowo na niedzielę - felieton Barbary Grot | 2009-09-10 12:16:37
Zdrowy rozsadek to zbiór zasad moralnych i przyjętych jako oczywiste NORMALNE i NATURALNE. Zasad zdrowego rozsądku nie podważamy ani nie kwestionujemy, bo mogłoby się to wydać dziwne, a może nawet agresywne.
Na przykład spróbuj się zapytać nowożeńców, z jakiego właściwie powodu się pobrali albo zapytaj się turysty, jakimi założeniami teoretycznymi się kieruje, kiedy podróżuje?
Zdrowy rozsadek kieruje też naszym wyborem ubrania – dlatego wyglądamy NORMALNIE i nie nosimy kaloszy na głowie w słoneczny dzień.
Dlatego właśnie rzadko kwestionujemy zdrowy rozsadek.
Jaka jednak jest logika zdrowego rozsądku. Czy nie powinniśmy być podejrzliwi? Zdrowy rozsadek bazuje na zaakceptowanej społecznie intuicji.
Czy zaakceptował(a)byś inne rzeczy oparte na intuicji? Czy chciał(a)byś, żeby architekt zaprojektował dom oparty na intuicji albo lekarz, który na rozsadzający ból głowy wywiercił ci dziurę w głowie, żeby zbić ciśnienie?
Może jednak powinniśmy sprawdzić logikę niektórych praw naszego zdrowego rozsądku. Zastanówmy się, co zrobić jeśli rozsadek naszego społeczeństwa nie jest zdrowy, ale chory i kto go ma uzdrowić? Czyja będzie odpowiedzialność za podanie rozsądkowi lekarstwa uzdrawiającego?
A może byłoby lepiej żyć według zasad chorego rozsądku - może byłoby bardziej ciekawie, różnorodnie i interesująco?
A więc jakie zasady `chorego rozsądku` (według dzisiejszej oceny) mogłyby wzbogacić nasze życie i zacząć podważać pogląd na to, co jest NORMALNE i akceptowane przez dzisiejszy zdrowy rozsadek.
Proponuję kilka nowych zasad: monogamia jest karalnym przestępstwem, mężczyźni są naturalnymi opiekunami małych dzieci, kłamstwo jest niezbędne i konieczne w miłosnych związkach.
Formułowanie etycznych zasad wymaga logiki, wiedzy, przemyśleń i eksperymentów – tak, jak budowanie domu czy leczenie ludzi.
W tym tygodniu pomyślmy, jak dużo rzeczy robimy kierowani zdrowym rozsądkiem i zapytajmy się siebie, co naprawdę jest NORMALNE I NATURALNE.
Bądźcie podejrzliwi!