
W pracach z cyklu „Mężczyzna” artysta łamie wszelkie schematy dotyczące powszechnie przyjętego wizerunku mężczyzny we współczesnym społeczeństwie. Jego percepcja wychodzi naprzeciw stereotypom, którym – jak sam uważa – nie należy ulegać.
"Mężczyzna" Cieślaka nie boi się okazywać zadowolenia z własnego życia. Pozbawiony fałszywej skromności, nie ukrywa własnych osiągnięć i kierując się słynnym powiedzeniem carpe diem korzysta z każdej chwili, jaka jest mu dana.
Artysta przedstawia nam mężczyznę goniącego za szczęściem, który gubiąc się czasami w zawiłym labiryncie życia pozostaje osobą wyjątkowo wrażliwą, czułą i delikatną. Cieślak po raz kolejny celebruje emocje oraz ich wagę w życiu współczesnego człowieka.
Nowy cykl „Mężczyzna” został stworzony za pomocą różnych form wyrazu artystycznego – obrazów, rzeźb i instalacji. Artysta wyraża się na wiele sposobów, ale zawsze zgodnie z zasadą ‘mniej znaczy więcej’, a jego dzieła niczym ‘rzeźby na płótnie’ są idealnym tego przykładem.
Krzysztof Cieślak na rynku polskiej sztuki współczesnej pojawił się na początku 2006 roku. Natchnieniem dla jego prac jest człowiek, zarówno ten cielesny, jak i emocjonalny. Twarze i ciała na jego pracach są tylko pretekstem do pokazania uczuć, jakie kryjemy w głębi duszy. Sposób kadrowania oraz charakterystyczna paleta barw umożliwia artyście uchwycenie bogactwa emocji, pokazanie estetyki i erotyki.
2010-06-28 21:36:17
Wystawa „Płeć? Sprawdzam! Kobiecość i męskość w sztuce Europy Wschodniej” to pierwszy reprezentatywny przegląd sztuki wschodnioeuropejskiej poświęconej problematyce ról płciowych od lat 60. ubiegłego wieku. Dwie dekady po upadku muru berlińskiego kuratorka Bojana Pejić wraz z zespołem ekspertów z 24 krajów przygotowała obszerną ekspozycję, obejmującą ponad 300 prac – malarstwo, rzeźbę, instalacje, fotografie, plakaty, filmy i wideo. Z dzieł ponad 200 artystów wyłania się nader złożony, wielowymiarowy obraz tego stosunkowo mało znanego rozdziału najnowszej historii sztuki, którego wkład do dyskursu genderowego może się w przyszłości okazać istotny.
źródło: ZACHETA.ART.PL
2010-05-08 12:46:20
8 stycznia 2010 roku w Galerii Pauza w Krakowie odbył się wernisaż Artystki Fotografika Katarzyny Widmańskiej pod tytułem "Alicja w Krainie Czarów". Przygotowanie projektu zajęło Artystce 2 lata - i nie było wzorowane na obecnie wchodzącym do kin filmie Tima Burtona. Wydarzenie miało ogromny oddźwięk również i na świecie. Prestiżowy magazyn o sztuce i fotografii ZOOM zamieścił na łamach swoich stron artykuł o wystawie Katarzyny Widmańskiej - jako pierwszej polskiej wystawie fotograficznej. Główne zdjęcie bohaterki Lewisa Carolla pojawiło się na okładce magazynu Lounge.
Katarzyna jest jedyną artystką fotografikiem w Polsce, której powstałe zdjęcia są jak malarskie dzieło sztuki. Nie jest "fotografikiem rzemieślnikiem", wszystko co można ujrzeć na zdjęciach to wizja artystki stworzona z ogromną precyzją i wyczuciem zmysłu artysty - dlatego warto by zwrócić uwagę na talent, który jest czymś wyjątkowym w branży i twórczości fotograficznej. Ważnym podkreślenia jest fakt iż, Kasia jest osobą pokorną i skromną, która tym bardziej zasługuje na uwagę w dzisiejszym świecie ludzi mających tzw "parcie na szkło".
Niebawem wystawa będzie miała wernisaż w Łodzi na Fotofestiwalu (6 maja br.) i Warszawie, jak również planowane są wystawy poza Polską.
Wszelkie obszerne informacje o "Alicji w krainie czarów" jak i o samej artystce w linkach poniżej:
http://widmanska.com/show/index.php?x=bio
http://www.youtube.com/watch?v=jp350X1G-jU
www.alicja-w-krainie-czarow.blogspot.com
Recenzje z wystawy:
http://www.poland-art.com/index.php/relacje/566-magorzata-boek/3114-katarzyna-widmaska
http://www.mojeopinie.pl/pan_gasienica_pali_szisze_czyli_alicja_w_pauzie,3,1263545616
2010-02-28 11:09:37
2009-12-03 11:32:45
Już po raz dziewiąty odbył się konkurs młodego malarstwa polskiego. Nad wysokim poziomem imprezy czuwali wybitni organizatorzy i komentatorzy życia artystycznego, którzy przyznawali nominacje. Jury w pełni wywiązało się z wysoko postawionego celu - wybrać najciekawsze prace artystów młodego pokolenia i przez co dalej wskazać tendencję na najbliższe 2 lata...
Muszę przyznać, że dawno już nie wyszłam z galerii tak zachwycona i w pełni usatysfakcjonowana. Wystawa obfitowała w ciekawe, zróżnicowane, przemyślane prace na najwyższym poziomie. Każdy z artystów podchodzi do malarstwa bardzo osobiście i szczerze. Nie ważne, czy tworzy hiperrealistyczne pejzaże, studia "twarzy" nietoperza, czy też całkowicie przetworzone, abstrakcyjne formy - każdy ma swoja wizję i bez oporów ją przedstawia.
2009-11-26 15:34:25
Z tytułem polecieli - ostro, jak po bandzie. Ma się on do całości wystawy niczym pięść do nosa i kompletnie nie wiem "co autor miał na myśli". Informacje objaśniające nie rozwiały mojej konsternacji i nie wymazały dużego znaku zapytania. Ale cóż... może wzbudzać emocje, podobnie jak sama wystawa.
Teoretycznie "Siusiu w torcik" to "rzadko pokazywane lub nigdy dotąd nie prezentowane dzieła", które są wynikiem "subiektywnej selekcji oraz reinterpretacji" kuratora - artysty Karola Radziszewskiego, który umieścił je w nowych "nieraz zaskakujących kontekstach". Tyle można przeczytać chociażby na stronie galerii, a co można zobaczyć? Wiadomo, że co jakiś czas galerie muszą przewietrzyć swoje magazyny, same pewnie często zdziwione, co też w nich się właściwie kryje. Z lepszym lub gorszym skutkiem prezentują potem swój inwentarz publiczności. Wiele o jakości takiego "skutku" decyduje praca kuratora. W tym przypadku mam nieodparte wrażenie, że kurator chce się pochwalić przed nami nie tyle zbiorami galerii, ile swoją własną pracą twórczą. Skąd takie przypuszczenia? Po kolei...
Największa sala wystawiennicza przeznaczona była na instalację pana Radziszewskiego: czarno-białe, fotograficzne reprodukcje 1:1 najcenniejszych dzieł z kolekcji Zachęty. Na wprost wejścia - "Bitwa pod Grunwaldem". Można zajrzeć do niej do środka, poprzez uchylone drzwi... za nimi makieta jakiegoś dojrzałego mężczyzny, który na mnie spogląda. Reprodukcje połączone są ze sobą niebieską linią, wędrującą równiutko po kolei przez wszystkie ściany. Ponoć to znak rozpoznawalny artysty. Samą instalację uważam za całkiem ciekawą, szczególnie te tajemne drzwiczki. Ale w odniesieniu do całej wystawy, mam inne odczucia. O tym za chwilę...
Zanim znalazłam się w pomieszczeniu z instalacją, musiałam przejść przez salę, w której na każdej ścianie, ciasno poupychane zostały obrazy. Większość z nich marna. Może jestem zbyt surowa, zbyt wymagająca, ale szczerze - spodobały mi się tylko cztery spośród... około 40 płócien. "Piaski" Marka Dzienkiewicza z 1984 roku, to właściwie bardziej obiekt - splecione sztywne pasy płótna, na wzór plecionych starych krzeseł czy też leżaków. Od razu poczułam klimat plaży i szum morza... "Manowce" Jacka Bukowskiego z 1981 roku zachwyciły mnie swoją oszczędnością środków, ale zarazem siłą pewnie prowadzonych, grubych pociągnięć pędzlem i wyrazistymi kolorami. Jasne, mięsiste refleksy rozświetlały dość mroczną, zimną tonację. "Organizm" Tomasza Baranowskiego to prawdziwy malarski profesjonalizm. Szerokie spektrum środków malarskich, połączonych z kolażem, przemyślana kompozycja, barwy - wszystko mocno oddziałuje. Ale najbardziej uwiódł mnie Władysław Jackiewicz "Sytuacją" z 1980 roku. Obła, leniwa, rozwlekła forma, zaakcentowana delikatnymi kreskami kredki lub miękkiego ołówka, delikatne, jasne kolory... Całość przemawiała do mnie magicznym spokojem, ale i jakąś ukrytą za tym dziwnym, okrojonym kadrem, tajemnicą.
W kolejnych salach znalazłam jeszcze kilka pereł, m.in.: "Pana" Marka Kwaszkiewicza, "Rozpiętego" Leszka Sobockiego, "Obraz I" Teresy Miszkin.
Najbardziej spektakularna pod względem zawartości była dla mnie sala z grafikami wybitnych polskich twórców: Zbigniewa Lutomskiego, Tadeusza Jackowskiego... Na niewielkiej powierzchni zgromadzono ogromną liczbę bardzo ciekawych prac, które cieszyły się chyba największym powodzeniem pośród zwiedzających. Szkoda, że nie dano im więcej "powietrza". Nie rozumiem właśnie tej jednej rzeczy. Jak można było w tak nieudolny i niepraktyczny sposób rozmieścić dzieła? W większości sal panował prawdziwy ścisk i natłok, bynajmniej nie w liczbie widzów. Dlatego też w kontekście całej wystawy instalacja pana kuratora wydała mi się irytująca. Na łopatki rozłożyła mnie jednak inna - pusta niemal sala. Jedynym "dziełem" był znak rozpoznawalny Radziszewskiego - tym razem w kolorze czerwonym... /tekst Monika Jędraszczyk, foto Galeria Zachęta/
Wystawa czynna do 22 listopada, Narodowa Galeria Sztuki Zachęta, ul. Małachowskiego 3.
2009-09-17 14:11:59
Coraz częściej wypływają na powierzchnię informacje o "e-sporcie", który swój początek miał kilka lat temu. Wszystko zaczęło się od kultowej gry "Quake", w której gracze mogli ze sobą rywalizować przez sieć. Obecnie "gaming" podobnie jak tradycyjny sport posiada wiele dyscyplin, zawodów, błyskotliwych karier. Mimo iż w naszym kraju jeszcze rzadko się o nim słyszy, polscy zawodnicy należą do czołówki światowego "e-sportu".
Na wystawie można podziwiać "sale treningowe" mistrzów. Pokoje, w których spędzaja godziny na treningach, z pozoru niczym się nie różnią od przeciętncyh pokoi większości nastolatków. Panuje w nich mniejszy, częściej większy nieład, porozwieszane są jakieś plakaty... w oczy rzuca się jednak miejsce szczególne, któremu podporządkowany jest cały skomplikowany układ mieszkalny - komputer. Wokół niego toczy się większość życia gracza. W zasięgu ręki musi mieć więc zaróno płyty, jak i talerz z kamnapkami.
Podoba mi się estetyka zdjęć. Wyglądają jak wyblakłe pocztówki sprzed kilkunastu lat, wszystkie w odcieniach żółci i zieleni. Każdy pokój wygląda, jakby fotograf siłą wygonił na chwilę jego właściciela, by móc uwiecznić jego obraz na kliszy.
Drugą część wystawy stanowią portrety graczy. Zadziwiające, że nie ma pośród nich żadnej dziewczyny...
Chłopaki ustawieni są na białym tle. Oderwani od swojego "naturalnego środowiska" wyglądają, jakby zostali przebudzeni z długiego letargu. Zdjęcia są bardzo naturalistyczne. Każda niedoskonałość cery, kształt nosa odwraca moją uwagę od faktu, iż Ci modele to świetni "gracze". Wraz ze znajomymi nie możemy się oprzeć, by porónywać ich zaspane oczy i zmęczone twarze. Ktoś rzuciłą ironiczną uwagę: "nic dziwnego, że siedzą cały dzień przed kompem"... to był oczywiście żart, ale pomyślałam sobie, że ta estetyka zdjęć pracuje na korzyść stereotypu - "gracze" to chłopaki pozbawieni życia towarzyskiego, zbyt nieśmiali, żeby zagadać do dziewczyny... Nie chodzi o to, by zdjęcia poddać obróbce w photoshopie, nie! Ale można było dać szansę chłopakom na przynajmniej równie ciekawy wygląd, co ich pokoje. A może właśnie o to chodziło autorowi - by pokazać, jak pozory mylą. Czemu ludzie zawsze oceniają po wyglądzie? Warto poznać kogoś bliżej, by dowiedzieć się o jego niesamowitej pasji.
Mimo wszystko wolałabym poprzestać na oglądaniu samych pokoi i refleksji - kim są ich tajemniczy właściciele? Do kogo należy ten śmieszny karabin, albo ławeczka do ćwiczeń. Czasmi lepiej pokazać trochę mniej.
Wystawę można oglądać od 3 września do 25 października w Yours Gallery, Krakowskie Przedmieście 33, codziennie od 11.00 do 20.00.
2009-09-10 12:26:58
Przy ul. Foksal, na pierwszym piętrze mieści się Galeria Fundacji Atelier. Czasem, gdy zastaniemy drzwi zamknięte, trzeba wspiąć się wyżej o jedno piętro po klucz. Ale warto wykonać ten ciężki wysiłek fizyczny.
W dwóch małych pomieszczeniach znajdują się prace Barbary Kozieł-Gawrońskiej, artystki, która od lat mieszka w Kalifornii. Poprzez swoje prace stara się zwrócić uwagę na problem ekologii i na to jak wiele gatunków zwierząt jest zagrożonych. Często takich, które człowiekowi towarzyszyły od dawna w ogromnej liczbie - jak gołąb wędrowny, który był popularnym gatunkiem ptaków w Ameryce. Przez niszczycielską działalność człowieka gatunek ten całkowicie wyginął...
A przecież zwierzęta stanowią nie tylko nieodzowny element ekosystemu, ale też od wieków zachwycają swoim pięknem i inspirują artystów.
Oglądałam prace artystki niemalże z namaszczeniem. Częściowo ze względu na różnorodność i delikatność technik w jakich pracuje, jak też eteryczność samych dzieł. Gawrońska pracuje z tkaniną. Maluje na niej, nakłada kolejne, półprzezroczyste warstwy, przez co osiąga wrażenie głębi i nadaje pracy "powietrza".
Wystawa przypomina trochę zbiór skarbów małej dziewczynki, która pokazuje to, co jest jej bliskie i ważne. Są tam słoik z piórkami i zeschniętą trawą, notatnik z podróży - stara książka traktowana jako znakomity materiał do kolażu, w której jest mnóstwo wycinanek, rysunków tuszem, farbą... Bardzo podobały mi się dwie chusty, na których odciśnięte były kształty gołębia. Proste, graficzne ujęcie tematu, ale bardzo efektowne.
Z początku całość wydała mi się nieco naiwna i infantylna, ale może właśnie o to chodzi. Aby podejść do tych prac jak dziecko i po prostu czerpać wszystkimi zmysłami tę ulotnść i kruchość. I zastanowić się przez chwilę, czy nie warto zawalczyć o zagrożone wyginięciem gatunki, które tyle wnoszą w nasze życie.
Wystawę można oglądać do 30 września w Galerii Fundacji Atelier w Warszawie, ul. Foksal 11.
2009-08-18 14:36:12
Siódma edycja festiwalu KINO.LATO, który odbywa się na dziedzińcu Zamku Ujazdowskiego jest już na półmetku.
Co roku zmienia się temat przewodni filmów. Do tej pory był to wybrany gatunek, np. kino fantastyczno-naukowe, film drogi, western. W tym roku wyświetlane filmy łączy wszystko to, co kojarzy się z wakacjami - upał, lato, impreza, przygoda...
Nie zabraknie filmów kultowych, znanych, ale nie obejdzie się też bez miłych niespodzianek z dalekich zakątków świata. W sierpniu będzie można zobaczyć polskie perły: "Wniebowzięci" Andrzeja Kondratiuka, "Zmruż oczy" Andrzeja Jakimowskiego, "Ostatni dzień lata" Jana Laskowskiego i Tadeusza Konwickiego. Do gorąca rozgrzeją widzów egzotyczne dzieła: ""Om Shanti Om" Farah Khana prosto z Bollywood, "Kochanek" Jean-Jacquesa Annauda, "Skarajne Żądze" Apichatponga Weerasethakula, czy też "Kret" Ajejandro Jodorowskiego.
W ostatni weekend lata na dziedzińcu zamku zagra koncert Kasia Nosowska.
Pozostało już niewiele weekendów, kiedy to beztrosko będzie można zapaść się w wygodnym leżaku (lub też zająć miejsce na mniej wygodnym krześle) i sącząc zimny napój z procentami czy też bez, oddawać się całkowicie wciągającemu seansowi pod gwiazdami. Dla mnie taki wieczór brzmi niezwylke zachęcająco.
Festiwal KINO.LATO, weekendy do 30 sierpnia, godz. 21.30, koncerty: 20.00.
2009-08-09 17:01:25
W zeszłym tygodniu chciałam odwiedzić kilka galerii. Niestety pech mnie prześladował, gdyż albo za późno wychodziłam z pacy, albo galerie były w trakcie zmiany ekspozycji... Jedyne miejsce, do którego udało mi się trafić (nie bez problemów oczywiście) zwie się Fundacja Profile. Trafić było trudno, gdyż galeria ukryta jest w starej kamienicy, na podwórzu, za jedną z potężnych bram z domofonem. Odetchnęłam z ulgą - galeria była otwarta, mimo iż było to sobotnie popołudnie. Jedyne, co mnie martwiło, to sam przedmiot wystawy...
Pisząc o wystawie "Kolekcji" w CSW, wspominałam, że nie przepadam za sztuką konceptualną i dałam temu wyraz wzmiankując o pracy Jarosława Kozłowskiego. A w Fundacji właśnie wystawiane były "Parawany" tegoż artysty. Stwierdziłam jednak, że nie ma lekko - trzeba się konfrontować z tym, czego nie do końca rozumiemy i niekoniecznie popieramy. Zatem dokładnie i wnikliwie obejrzałam całą wystawę, na którą składały się: "Parawan", pokaz slajdów z innych wystaw oraz jedna praca malarska.
Parawan nie byle jaki, bo "Uniwersalny, całodobowy - wersja specjalna". Dlaczego specjalna? Pewnie dlatego, że jest wyposażony w bonusową opcję "podglądania". Na krawędzi parawanu przyczepiony jest mały ekran, na którym wyświetla się obraz z drugiej strony parawanu. Obraz ten przesyłany jest za pomocą małej kamery usadowionej na szczycie parawanu. Tak więc, stojąc po jednej stronie, widzimy co jest po drugiej.
Spodobał mi się pomysł tej instalacji. Chociaż myślę, że dużo większe wrażenie zrobiłaby na mnie, gdyby artysta ukrył kamery. Efekt byłby większy. Wyglądałoby to, że to sam parawan "podgląda".
Obejrzenie całej wystawy zajęło mi dosłownie kilka minut. Ale jeszcze długo potem rozmawiałam o niej z przyjaciółką. "Parawany" były ciekawym obiektem. Ale czy dobry pomysł jest teraz miarą "sztuki"? Czy za kilkadziesiąt lat taki "parawan" będzie wzbudzał czyjeś zainteresowanie? Nasza dyskusja była zaciekła i doszłyśmy do wielu wniosków.
Chyba zaczynam rozumieć, o co chodzi artystom - konceptualistom... Żeby człowiek zaczął stawiać pytania, myśleć.
/tekst Monika Jędraszczyk, foto dzięki uprzejmości Fundacji Profile.
Wystawę można oglądać do 10 października, od wtorku do soboty, w godz. 12.00 - 19.00, w galerii Fundacja Profile, ul. Hoża 41/22
2009-08-05 11:20:13
![]() | ale kiedy beda te info o wernisazu w wawie? | 2010-03-04 09:27:19 |
| Dodane przez: 145.237.112.142 | ||
![]() | Wernisaż w Warszawie jest obecnie planowany, informacje o dacie pojawią się w mediach. | 2010-02-28 12:21:12 |
| Dodane przez: lack.martin@gmail.com | ||
![]() | genialna ta fotografka, kiedy w warszawie bedzie jej wernisaz? | 2010-02-28 11:54:04 |
| Dodane przez: artandspac@hotmail.com | ||
![]() | a dla mnie sa ok, zawsze wybieracie te wystawy ktore sa najciekawsze | 2009-09-14 08:31:53 |
| Dodane przez: lucjaow@gmail.com | ||
![]() | kiepskie te ostatnie wystawy. rzeczywiscie sezon ogorkowy. | 2009-08-23 13:25:23 |
| Dodane przez: hassan@poczta.fm | ||
![]() | chyba faworyzujecie zachętę, a jest tyle rożnych ciekawych miejsc w polsce... | 2009-08-18 14:26:42 |
| Dodane przez: 145.237.84.238 | ||
![]() | fajne opisy tych wystaw, dobrze ze piszecie od siebie a nie powielacie schematy. | 2009-08-05 11:25:32 |
| Dodane przez: 77.115.83.244 | ||
![]() | nie powiedzialabym zeby ta mejkapistka byla taka super... | 2009-05-27 08:41:22 |
| Dodane przez: celine.ignaz@poczta.fm | ||
![]() | bardzo ciekawe są obrazy krzysztofa cieslaka, to pocieszajace ze mlode pokolenie jest tak zdolne | 2009-05-07 12:49:09 |
| Dodane przez: beat.trot@onet.eu | ||
![]() | czy ja wiem czy tupet. mnie sie bardzo podoba ta rubryka! | 2009-03-16 08:52:38 |
| Dodane przez: uwe84@op.pl | ||