Sade - wojowniczka miłości

Posłuchaj | 2010-02-17 08:40:05

Na ten album czekaliśmy dziesięć lat. My, czyli wszyscy, którzy od ćwierćwiecza są pod magicznym urokiem jej głosu, charakterystycznego śpiewu - nie śpiewu, i natychmiast rozpoznawalnych autorskich ballad: smutnawych i nostalgicznych nawet wtedy, gdy weselsze. Sade Adu, pół Nigeryjka, pół Angielka, nigdy się nie spieszyła, a jej wielka kariera właściwie robiła się sama. 55 milionów sprzedanych płyt mówi za siebie...


Nowy album i wciąga, i rozczarowuje. Tytułowa, mocno rytmiczna ballada „Soldier of Love”, przyprawiona świetnym, ostrzejszym sosem, zapowiada najlepszą Sade. Niestety, większość piosenek nie trzyma tej klasy: „sadowe” melodyjki zostały utopione w kiczu aranżacji, są przesłodzone i w dodatku każda z innej bajki. Jest za lekko, za ciepło, za przyjemnie. „Baby Father” z dziecięcym chórkiem mógłby się znaleźć na płycie Michaela Jacksona, „Be That Easy” brzmi jak dancingowy szlagier, a „Bring Me Home” trąci... country. Na szczęście są jeszcze „The Moon And The Sky” i przepiękna, rozkołysana ballada jak z Cohena „In Another Time”, z solówką skrzypiec. To jednak trochę mało...


Największym przebojem Sade wciąż więc pozostaje „Smooth Operator”. Najlepszą artystycznie płytą - „Promise”, najbardziej jednorodną – wspaniała „Love Delux”. Ale zagadka Sade nadal nie jest rozwiązana. Bo jak to możliwe, że mimo krytycznych słów, nie mogę przestać słuchać jej najnowszego albumu?


Sade, „Soldier of Love”, Sony 2010 




Mów mi dobrze

Posłuchaj | 2009-11-17 15:35:14

„Nie, bo tu nie ma nieba, jest prześwit między wieżowcami...." – śpiewa „Happysad”. Nie znacie? To znaczy, że słuchacie tylko komercyjnych stacji, gdzie piosenek tej grupy nie grają. Mimo to zespół, istniejący od 2001 roku, ma wierną, dużą publikę i na swym koncie płyty, które stały się hitami. Piosenki „Happysad”, choć postrzegane jako manifest młodego pokolenia, mówią o rzeczach najważniejszych: o prawie do miłości, czy do wolności, i pokazują naszą rzeczywistość w krzywym zwierciadle („Bakteryja”). Gatunkowo to tzw. alternatywny rock, choć wcale nie sieje strasznej anarchii.


Nowa płyta - „Mów mi dobrze” – nie jest tak melancholijna jak „Nieprzygoda” i bardziej różnorodna. Energetyczna „Pętla” sąsiaduje z balladą „Pani K.”, a „W piwnicy u dziadka” w stylu country (!) z lekko buntowniczą „Nie ma nieba”. Niezłe teksty, wchodząca do głowy muzyka i inteligentne żonglowanie konwencjami sprawiają, że warto posłuchać i to nie raz. Miłośnicy formacji z pogranicza „alternatywy” i rock-punku by może zarzucą płycie wtórność, schematyczność, „ściągnięcie” pewnych pomysłów od grup w rodzaju „Pidżamy Porno”. Dlatego trzeba posłuchać samemu. Wtedy będziecie mieli własne zdanie. Bo moje aż tak ważne nie jest :-)


Artur Kwiatkowski



Happysad: Mów mi dobrze. 2009





Violetta (wiecznie) młoda

Posłuchaj | 2009-10-23 09:23:10

Choć staram się na tej stronie pilnować dobrego smaku, robie wyjątek. Ale też chodzi o wyjątkową artystkę: Violettę Villas. Lecz nie tę rozmodloną, nie bohaterkę skandali (w których właściwie nie wiadomo, czy V.V. jest pokrzywdzoną, czy wręcz przeciwnie), nie karykaturę samej siebie. Chodzi o młodą Violettę, gdy dopiero co przestała nazywać się Czesława Cieślak i w roku 1960 weszła do nagraniowego studia. Głos miała wtedy jak dzwon, seksapil jak Marilyn Monroe, a włosy jak nikt! Wszystkie jej stare hity znalazły się teraz w podwójnym albumie „Z archiwum Polskiego Radia”.


Są wśród nich znane, jak „Szesnaście lat”, czy nieśmiertelny list „Do Ciebie mamo”, ale przeważają kompletnie zapomniane, cudownie idiotyczne piosenki. Swojskie, jak „Ja nie mogę tamtej drugiej znieść”, czy „Tygrysiątko” oraz egzotyczne: „La Gitana”, czy „Pucybut z Rio”, a raczej „pucibut”, bo tak sobie dwudziestoparoletnia Viola zmiękczała samogłoski... Większość szybka, wesoła, melodyjna, idealna do tańca i do chichotów, wystarczy wsłuchać się w nieprawdopodobne teksty. Ten album, dwa dobre drinki i doskonała zabawa w stylu retro gwarantowana!



Violetta Villas. Nagrania radiowe z lat 1960-70. Polskie Radio 2009





Czarna Kayah

Posłuchaj | 2009-09-14 08:42:42

Obawiałem się, że Kayah stanie się już tylko celebrytką. Ostatnia „prawdziwą” płytę - Stereo typ - nagrała sześć lat temu. Potem były jeszcze składanka „The Best&The Rest” i koncert MTV Unplugged, ale wyglądało to na początek końca: nowy album, zapowiadany od lat, nie pojawiał się. I wreszcie jest, i jeśli odpowiada Wam, co Kayah robi od zawsze, znów zatrzymacie się, zadumacie, pokiwacie. Jeżeli Kayah nie lubicie, wzruszycie ramionami, że znowu to samo, że każda z tych piosenek mogłaby się znaleźć na którymś z poprzednich krążków, może poza płytą z Bregovicem. Bo Bałkanów i innych egzotycznych hopsa-dryłek na „Skale” na szczęście nie ma.

Co zatem jest? Typowe, czyli świetne „kayahowskie” teksty. Poetyckie, refleksyjne, niektóre „czarniejsze” niż zwykle (jak czarna okładka i nowy, czarny image artystki), ale są też i jasne, wyciągające z dołka, a wszystkie wyjątkowe nie tylko na tle panującego w naszej „rozrywce” bełkotu. Ile wciąż można powiedzie o miłości i jej braku, i jak pięknie! Typowe są też soulowo-jazzowe klimaty: na ogół balladowe, ciepłe i nostalgiczne, choć pod koniec tempo rośnie, by nieoczekiwanie zatrzymać nas „Na balkonie w Weronie”... No i jest głos, wciąż duży, niezwykły, charyzmatyczny jak jego właścicielka.

Na złość z upadku podniosę się znowu – śpiewa Kayah w jednej z piosenek. I podniosła się. Na złość wszystkim, którzy uważają, że urok „rozrywki” tkwi w jej bezbrzeżnej głupocie i w tym, że ma nas oszołomić jak drink z parasolką.

Kayah: Skała. Kayax 2009




Melodie Melody

Posłuchaj | 2009-06-30 15:24:43

Piękna, trochę smutna kobieta, schowana za ciemnymi okularami... Tak prezentuje się Melody Gardot na okładce swego albumu i taka też jest sama płyta. Weselsze piosenki są jakby tylko trochę wesołe, za to ballady – w tym tytułowa „Me One And Only Thrill” – wciskają w fotel, naznaczone czymś więcej niż smutek. Miłośnicy smoothjazzu i eleganckiego popu, nawiązującego do starej amerykańskiej tradycji, mają się czym delektować. Zwłaszcza, że Melody – utalentowana kompozytorka, pianistka i gitarzystka – dysponuje tez frapującym, pełnym blasku, a zarazem lekko schrypniętym głosem.


23-letnia artystka ma swoją mroczną tajemnicę. Cztery lata temu w wypadku straciła wzrok. Płyty zaczęła nagrywać podczas długiej terapii, by skuteczniej walczyć z nieszczęściem, jakie ją spotkało. Czy dlatego te piosenki są tak intensywne i głęboko w nas zapadają? Jest pewne, że oto jeden z najpiękniejszych albumów roku, pozostający w nas na długo jak niezapomniane krążki innych, charyzmatycznych artystów, próbujących zrozumieć świat zza ciemnych okularów: Raya Charlesa, czy Stevie Wondera.

Melody Gardot: Me One And Only Thrill. Universal 2009




Powrót do Lizbony

Posłuchaj | 2009-05-14 08:32:53

Fado - portugalskie pieśni o życiu, miłości i śmierci - mają swych zwolenników na całym świecie. I nic dziwnego: tęskne songi, wykonywane tradycyjnie przy dwóch gitarach, znajdują coraz to młodszych wykonawców, którzy „przykrawają” je do współczesności. W latach 90-tych wielką popularnością cieszyła się grupa „Madredeus”, wylansowana dzięki pięknemu filmowi Wima Wendersa „Lisbon Story”. Obecnie fado rozsławia m.in. Mariza – dobrze znana u nas charyzmatyczna Portugalka z Mozambiku, przewrotnie utleniona na blond jak Marilyn Monroe. Jej występy są jedną z atrakcji głośnego filmu Carlosa Saury, dostępnego teraz na DVD.
Autor „Tanga”, „Iberii” i „Flamenco” buduje swe muzyczne filmy z dłuższych, śpiewanych i/lub tańczonych sekwencji, teatralnych, wysmakowanych fotograficznie i kolorystycznie. „Fados” także jest cyklem „klipów”, w których artyści czterech pokoleń prezentują fados w różnych odmianach, od ludowej i fado-flamenco po „fadoidalne” pop-piosenki Marizy i fado... hiphopowe (rapowane po portugalsku!). Słowem, każdy znajdzie dla siebie przynajmniej kilka minut. Warto na chwilę wyzwolić się z terroru wszechobecnej „sieczki”...

„Fados” Reż. Carlos Saura. Hiszpania/Portugalia 2007. DVD




Powrót Basi Trzetrzelewskiej

Posłuchaj | 2009-05-05 21:05:28

Ostatnią solową płytę wydała w... 1994 roku! Przez kilka lat nie śpiewała wcale: jak sama się przyznała w jednym z wywiadów, z różnych smutnych powodów nie widziała sensu. Bywa, że tak się życie układa... I oto jest znów – jak niegdyś latynoska, ciepła, melodyjna, krzepiąca. Ale także liryczna i rozmarzona. BASIA TRZETRZELEWSKA, wciąż jedyna Polka, która zrobiła karierę w międzynarodowym show-biznesie, wydała nowy album. Jak zawsze, piosenki napisała wspólnie z Dannym Whitem, przyjacielem z grupy „Matt Bianco”. Jak zawsze są śliczne, poza modami, dla pięcio i pięćdziesięciolatka. Lecz jest i coś wyjątkowego: Basia... biesiadna! Jedyna kompozycja, zaśpiewana po polsku, nosi tytuł „Amelki śmiech” i razem z wokalistką wykonuje ją chór, złożony z jej rodziny i przyjaciół, słychać toasty, dźwięk szkła, radość życia. Proszą w refrenie: „Zostań, chwilo!”. I udało się. Zatrzymali ją.

Basia: It’s That Girl Again. Magic Records 2009




Jazz i dżezik

Posłuchaj | 2009-04-08 12:06:01

Nie słuchacie takiej muzyki? Więc zastosujcie się do rady, jakiej przed kilkoma tygodniami udzieliła w swym felietonie nasza nadworna psycholożka: zróbcie raz inaczej niż zwykle. I posłuchajcie, a nawet, jeśli nie połkniecie bakcyla, poznacie coś wspaniałego z „najwyższej półki”. Album „YESTERDAYS” nie przynosi trudnej muzyki. Trzej starsi panowie - pianista KEITH JARRETT, kontrabasista GARY PEACOCK i perkusista JACK DE JOHNETTE -  grają popularne standardy od „You’ve Changed” (pamiętanego przez fanów George’a Michaela) po „Smoke Gets in Your Eyes”. Krytycy jednogłośnie uważają, że trzej oldboye tworzą od kilkudziesięciu lat najlepsze akustyczne trio jazzowe świata. Nie inaczej sądzi ich wierna publiczność, liczona w dziesiątki tysięcy: zawsze zapełniają każdą salę... Na czym polega ten fenomen? Na staromodnym klimacie i nowoczesnej wirtuozerii, bo każdy z tych artystów jest geniuszem swego instrumentu. Gdy grają szybko, płynie prąd, gdy zwalniają, ma się ochotę zapłakać lub kogoś pocałować...


Przy nowej płycie DIANY KRALL „QUIET NIGHTS” można się tylko całować. Album, zaśpiewany i zagrany w rytmie bossanovy, jest uroczy, ciepły, optymistyczny... Ale to nie jest jazz, to dżezik do atrakcyjnego zapełnienia tła. Pozdrawiamy miłą wokalistkę, cieszymy się z nowego, atrakcyjnego podkładu do miłosnych igraszek i – czekamy, że jednak nas czymś zaskoczy, a nawet zafascynuje, jak już kiedyś bywało.


Jarrett – Peacock – DeJohnette: Yesterdays. ECM 2009/ Diana Krall: Quiet Nights. Verve 2009




Kanon Mooshki: Mendelssohn, ofiara marsza weselnego

Posłuchaj | 2009-03-19 09:01:00

Cały kulturalny świat obchodzi właśnie 200 rocznicę urodzin Felixa Mendelssohna – „romantycznego Mozarta”. O rok starszy od naszego Chopina, tak samo krótko cieszył się życiem: umarł mając zaledwie 39 lat... I choć ten hamburski Żyd skomponował kilka symfonii i koncertów, tworzył wiele na smyczki i na fortepian, wystarczył jeden drobny utworek – marsz weselny – by na zawsze przeszedł do historii. Gdyby po śmierci za jego wykonanie zbierał tantiemy, byłby z pewnością bogatszy od Presleya i Beatelsów razem wziętych. Ślub bez choćby fragmentu tego marsza nie może się przecież odbyć! Nie wszyscy pamiętają, że ów marsz jest częścią większej kompozycji: muzyki teatralnej do „Snu nocy letniej” Szekspira, w dodatku wcale nie najlepszą częścią.


Ogranego marsza nie ma na szczęście na jubileuszowej płycie, nagranej przez sławną niemiecką skrzypaczkę ANNE-SOPHIE MUTTER. Artystka gra inny wielki hit Mendelssohna – KONCERT SKRZYPCOWY e-moll, słodki i liryczny, relaksujący każde ucho. Nie wierzycie? Posłuchajcie więc, a nawet popatrzcie. Bo nowy album Mutter to dwie płyty: CD i DVD, na którym można obejrzeć jak piękną kobietą, mimo czterdziestu paru lat, pozostaje niemiecka gwiazda skrzypiec. Proponuję to kupić (cena nie zwala z nóg) w szlachetnym prezencie dla rodziców? ciotki-melomanki? dziadków? i najpierw posłuchać/zobaczyć samemu. Może zdarzy się cud: czarodziejka Mutter „zaraziła” klasyką już niejednego miłośnika radiowej piosenkowej papki...


 


Felix Mendelssohn: Koncert skrzypcowy. Wyk.: Anne-Sophie Mutter, Ork. Gewandhaus, dyryguje Kurt Masur. CD/DVD, Universal 2009




Lalka z Kingą Preis we Wrocławiu

Posłuchaj | 2009-02-11 14:03:12

"Lalka" na motywach powieści Bolesława Prusa to długo oczekiwana premiera wrocławskiego Teatru Polskiego. To spektakl o rozpadzie dotychczasowego porządku świata. I Rubin, podobnie jak Prus w swojej powieści, chwyta rzeczywistość na gorąco. Kinga Preis jako Izabella Łęcka oraz Bartosz Porczyk jako Wokulski w ponadczasowej historii miłosnej, tego się wprost nie da przegapić!


Sztuka jest na motywach "Lalki" Prusa, co znaczy dokładnie tyle, że zobaczymy na scenie postaci znane z kart książki, ale już niekoniecznie będziemy wraz z nimi przedzierać się przez pozytywizm. W zamyśle reżysera drzemie myśl, iż z wątków typowo szkolnych najciekawszy i uniwersalny wydaje się konflikt romantyka i pozytywisty, który jest udziałem Wokulskiego. Niezależnie o jak skomplikowanych rzeczach spektakl opowiada, trzeba zobaczyć Kingę Preis!


[ewa dryhusz, portal BLISKO-DALEKO.pl]


Lalka na motywach powieści B. Prusa, reż. Wiktor Rubin, Teatr Polski we Wrocławiu









Podyskutuj na forum

Ostatnie wpisy w kategorii bliżej ducha

Pan Melchior chyba sobie zaprzecza w recenzji Lupy, bo pisze, że Lupa wchodzi w swój teatralny świat, a jednocześnie jest rzekomo ZDYSTANSOWANY. Wlasnie nie jest zdystansowany i na tym polega jego wielkosc i niedorzecznosc jednoczesnie2010-02-20 13:03:29
Dodane przez: 1uwazna@op.pl
słuchałam jej najnowszej płyty. kocham ją, zwłaszcza "morning bird", wzruszajaca i gleboka muzyka, zawsze bede wierna Sade... tyle wspomnien...2010-02-18 19:40:27
Dodane przez: eugenie@poland.com
znam te plytke o ktorej piszecie. baaardzo polecam wszystkim ktorzy sa troszke ambitni i wymagajacy2009-11-26 15:58:21
Dodane przez: mikos0@go2.pl
Get up out of seat Come on up to the dance floor I got something so sweet Come on uo to the front door I need plenty of heat Form a special connection just start moving Your feet Move on over to me2009-08-20 11:40:25
Dodane przez: 145.237.82.195
Bruno jest super. w porownaniu z innymi filmami teraz w kinach Bruno jest debesciarski, a ci ktorzy nie rozumieja niech spojrza w lustro i sprawdza czy wszystko z nimi ok2009-08-10 08:47:38
Dodane przez: iza.baj@op.pl
nie lubie slowa "frapujacy" :) a Panu Melchiorowi zazdroszcze dobrego samopoczucia2009-06-30 15:43:14
Dodane przez: dd5@tlen.pl
Proszę Państwa 4 czerwca skończył się w Polsce ko...katolicyzm.Nasza Polska jest WOLNA. To zdanie chyba wszyscy znają.2009-06-04 19:22:31
Dodane przez: ataciom@tlen.pl
tatarak... zgadzam się niestety z tą opinią. przesadzili. polecam za to Wojnę polsko-ruską!2009-05-28 08:36:14
Dodane przez: karol24k@yahoo.com
Filmy Allena są cudne. Wszystkie. Vicky Christina bardzo mi się podobała ... piszcie o nim wiecej2009-04-29 09:59:11
Dodane przez: m.alexandra@gazeta.pl
plytke diany krall znam i nawet mi sie podoba. z okazji swiat zycze redakcji mojej ulubionej strony wesolych swiat. jestem wierna czytelniczka p. Melchiora i p. Cala-Lesiny2009-04-10 08:28:41
Dodane przez: aaash@gmail.com