Katarzyna Kozyra szokuje w Zachęcie

Obejrzyj | 2009-06-19 09:22:34

Jak wiadomo, pewną grupę polskich widzów łatwo zszokować – wystarczy jakiś obrazoburczy wątek religijny albo transwestyta i już znajdą się wyczuleni na ‘dziwactwa’ odbiorcy, którzy chętnie publicznie zaprotestują. Aż trudno uwierzyć, że wyświetlany w Zachęcie film Katarzyny Kozyry „Summertale” nie spotkał się jak dotąd z taką ostrą reakcją.

W bajkowej scenerii krzątają się karlice pracujące w przydomowym ogródku. W tę idyllę wkraczają nieoczekiwanie trzy postaci: drag queen Gloria Viagra, Maestro oraz Katarzyna Kozyra w stroju Królewny Śnieżki. Z początku karlice są pozytywnie nastawione do gości. Maestro wykonuje arie, Viagra piłuje paznokcie i oddaje się lenistwu, a Kozyra przyłącza się do prac w ogrodzie (przyjmuje stereotypową rolę kobiecą). Ale gospodynie zaczynają mieć dość próżniactwa i śpiewu przybyszów. Na dodatek, orientują się, że Viagra nie jest kobietą. Szykuje się krwawe rozwiązanie – karlice zaciągają Maestro i Viagrę do piwnicy, chwytają ostre narzędzia i dokonują rzezi, tłukąc nieproszonych gości siekierami. Scena kojarzy się z masarnią i ubojem zwierząt.

W warstwie technicznej film jest barwny i przykuwa uwagę, o czym też świadczą odwiedzający Zachętę liczni widzowie. Wszystko dzieje się „na wyciągnięcie ręki” - można niemalże poczuć woń pięknego ogrodu i wejść w świat pracowitych karlic. Mocniejsza jest strona ideologiczna tego przekazu: kobiety (ich rozmiary są znamienne) mają swoje obowiązki i tworzą uporządkowany świat, a drag queen stanowi dla nich zagrożenie, bo jest ‘nieprawdziwą kobietą’ i na dodatek leniuchem. Maestro zajmuje się śpiewem, a karlice muszą zbierać jego brudne skarpetki. Emancypantki biorą więc sprawy w swoje ręce, nie potrzebują męskiego pierwiastka w swoim otoczeniu. Pozostaje pytanie: czyżby wszystkiemu winni byli mężczyźni? (sz.ch., foto: arteview.com)

Summertale, Katarzyna Kozyra, Galeria Zachęta, Warszawa




Lato trudnej miłości

Obejrzyj | 2009-06-11 11:36:26

Tak już jest, że wszystko co w kulturze hałaśliwe, pełne akcji, krwi i chamskich dowcipów (razem lub osobno) widać na kilometr i reklamuje się samo. Ale jest i druga strona medalu: dyskrecja, wyciszenie, wniknięcie w człowieka, i wydaje się, że takich książek, filmów czy płyt prawie nie ma, podczas gdy ich zwyczajnie nie widać.... Nowy film Michaela Winterbottoma „Genua” należy właśnie do tej drugiej grupy i dlatego warto go przedstawić.
To historia ojca (Colin Firth) i dwóch dorastających córek, którzy po tragicznym wypadku, w którym tracą żonę i matkę, muszą odbudować swoje życie i nawiązać ze sobą nowe więzi. Taka szansa nadarza się dzięki propozycji, jaką Firth, Nowojorczyk, dostaje z dalekich Włoch. I właśnie tam, w fascynującej, średniowiecznej Genui, starsza córka pierwszy raz zakocha się, a młodsza zobaczy ducha utraconej matki...
Winterbottom nie nakręcił jednak horroru, thrillera ani melodramatu: chodzi za swymi bohaterami z kamerą, jak gdyby robił reportaż. Oglądamy ludzi, wchodzimy w dziwne zaułki, próbujemy dotknąć Tajemnicy – naszych serc. A wszystko przy muzyce Chopina i piosenkach Elvisa Costello. Świetne kino, nie udziwnione, nie nachalne, nie mizdrzące się do widza pseudo-głębią. Dla ciekawych ludzkiego wnętrza (i wspaniale fotografowanej Genui) czas nie stracony.
PS. O tym filmie opowiadałem ostatnio szerzej w telewizji internetowej www.lookr.tv – można zobaczyć.

Genua. Włoskie lato. reż. Michael Winterbottom, Wlk.Brytania – Włochy 2008, w kinach od 12 czerwca




Orfeusz z laptopem

Obejrzyj | 2009-05-26 11:29:15

Huragan braw i... głośne buczenie skwitowały nowe przedstawienie Mariusza Trelińskiego w Operze Narodowej. Ale co by o nim nie sądzić, znów po wielu miesiącach warto pójść do opery, nawet jeśli nie lubi się operowej muzyki. Bo spektakl Trelińskiego to przede wszystkim dobry, nowoczesny  teatr.
Sławny mit o Orfeuszu i Eurydyce został przeniesiony do współczesnego apartamentowca. Jak wiadomo, Ofreusz po śmierci ukochanej udaje się do podziemi, by w Hadesie prosić o jej uratowanie i powrót między żywych. Prośba zostaje wysłuchana, pod warunkiem, że nasz bohater, prowadząc Eurydykę z powrotem, ani razu na nią nie spojrzy. Niestety, spogląda, i wówczas traci swą miłość bezpowrotnie... Orfeusz u Trelińskiego to młody, dzisiejszy facet z wielkiego miasta, pracujący przy laptopie, a zejście do Hadesu odbywa tylko w zrozpaczonej wyobraźni. Dzikie furie, które dopadają go w piekle, tańczą tu w nowoczesnej łazience, a Eurydykę odbiera w formie... paczki z prochami.
Muzyka Glucka (pokoleniowo mógłby by ojcem Mozarta) jest piękna i wzniosła. Niestety, w naszej Operze słychać ją jak z puszki, a wykonanie średnie. Tyle, że tym razem teatr Trelińskiego zdominował to, co dzieje się w orkiestrze, a zapatrzeni w efektowne obrazy, na szczęście nie koncentrujemy się na niczym innym. Na razie najważniejsze, że mistrz Treliński znów, po trzyletnim „wygnaniu”,  wrócił do Warszawy.

Gluck: Orfeusz i Eurydyka. Opera Narodowa 2009




Dwa tataraki

Obejrzyj | 2009-05-23 14:01:22

Trudno oddzielić nowy film Wajdy od medialnego szumu, jaki wywołała grająca w nim Krystyna Janda. W ekranizację nostalgicznej noweli Iwaszkiewicza wdarła się bowiem historia osobistej tragedii aktorki, która pomiędzy „właściwą” akcją opowiada – na granicy ekshibicjonizmu - o stracie swego ukochanego męża, znanego operatora filmowego Edwarda Kłosińskiego. Za ten oryginalny zabieg filmu w filmie i za połączenie fikcji literackiej z samym życiem Andrzej Wajda dostał nagrodę na festiwalu w Berlinie.
„Tatarak” to zatem dwie historie o miłości i śmierci, piękne i poruszające, i zjawiskowo fotografowane w niezwykłej scenerii. Janda zwierza się w poetycko oświetlonym pokoju z zielonymi ścianami, a kadry jako żywo przypominają obrazy słynnego malarza Edwarda Hoppera. We właściwym „Tataraku” towarzyszą jej Jadwiga Jankowska-Cieślak, Jan Englert i młody Paweł Szajda o twarzy jak ze starych fotografii przyjaciół samego Iwaszkiewicza. Nie idźcie jednak na Jandę, Wajdę, cudzą śmierć i dramat. Idźcie, by przez półtorej godziny porozmawiać z samymi sobą o sprawach najważniejszych.
Tatarskie ziele ma dwa zapachy. Jeżeli się potrze w palcach zieloną jego wstążkę, miejscami przymarszczoną, poczuję się zapach, łagodną woń „wierzbami ocienionej wody", jak mówi Słowacki, trochę tylko zatrącającą wschodnim nardem. Ale kiedy się takie pasmo tataraku rozetrze, kiedy się włoży nos w bruzdę, wyłożoną jak gdyby watą, czuje się obok kadzidlanej woni zapach błotnistego iłu, gnijących rybich łusek, po prostu błota.
/sz.ch. /

Tatarak, reż. Andrzej Wajda, premiera 2009




Powrót do Lizbony

Posłuchaj | 2009-05-14 08:32:53

Fado - portugalskie pieśni o życiu, miłości i śmierci - mają swych zwolenników na całym świecie. I nic dziwnego: tęskne songi, wykonywane tradycyjnie przy dwóch gitarach, znajdują coraz to młodszych wykonawców, którzy „przykrawają” je do współczesności. W latach 90-tych wielką popularnością cieszyła się grupa „Madredeus”, wylansowana dzięki pięknemu filmowi Wima Wendersa „Lisbon Story”. Obecnie fado rozsławia m.in. Mariza – dobrze znana u nas charyzmatyczna Portugalka z Mozambiku, przewrotnie utleniona na blond jak Marilyn Monroe. Jej występy są jedną z atrakcji głośnego filmu Carlosa Saury, dostępnego teraz na DVD.
Autor „Tanga”, „Iberii” i „Flamenco” buduje swe muzyczne filmy z dłuższych, śpiewanych i/lub tańczonych sekwencji, teatralnych, wysmakowanych fotograficznie i kolorystycznie. „Fados” także jest cyklem „klipów”, w których artyści czterech pokoleń prezentują fados w różnych odmianach, od ludowej i fado-flamenco po „fadoidalne” pop-piosenki Marizy i fado... hiphopowe (rapowane po portugalsku!). Słowem, każdy znajdzie dla siebie przynajmniej kilka minut. Warto na chwilę wyzwolić się z terroru wszechobecnej „sieczki”...

„Fados” Reż. Carlos Saura. Hiszpania/Portugalia 2007. DVD




Powrót Basi Trzetrzelewskiej

Posłuchaj | 2009-05-05 21:05:28

Ostatnią solową płytę wydała w... 1994 roku! Przez kilka lat nie śpiewała wcale: jak sama się przyznała w jednym z wywiadów, z różnych smutnych powodów nie widziała sensu. Bywa, że tak się życie układa... I oto jest znów – jak niegdyś latynoska, ciepła, melodyjna, krzepiąca. Ale także liryczna i rozmarzona. BASIA TRZETRZELEWSKA, wciąż jedyna Polka, która zrobiła karierę w międzynarodowym show-biznesie, wydała nowy album. Jak zawsze, piosenki napisała wspólnie z Dannym Whitem, przyjacielem z grupy „Matt Bianco”. Jak zawsze są śliczne, poza modami, dla pięcio i pięćdziesięciolatka. Lecz jest i coś wyjątkowego: Basia... biesiadna! Jedyna kompozycja, zaśpiewana po polsku, nosi tytuł „Amelki śmiech” i razem z wokalistką wykonuje ją chór, złożony z jej rodziny i przyjaciół, słychać toasty, dźwięk szkła, radość życia. Proszą w refrenie: „Zostań, chwilo!”. I udało się. Zatrzymali ją.

Basia: It’s That Girl Again. Magic Records 2009




Książka miesiąca, która uratuje ci życie

Poczytaj | 2009-04-23 22:02:15

To nie jest hasło reklamowe, taki właśnie tytuł nosi ta świetna powieść. Komu ma uratować życie? O, bardzo dużej grupie osób: tym, którzy nie widzą nic poza czubkiem własnego nosa i tym, którzy są niewolnikami swoich przyzwyczajeń. Tym, którzy przestali dbać o przyjaciół i tym, którzy pracują, pracują i pracują, i oślepli na cudze nieszczęścia...
Fabuła jest prosta: Richard, biznesmen z Los Angeles, egoista, dbający tylko o swoje potrzeby, nagle trafia do szpitala. Boi się okropnie, nie wiadomo co mu jest. Ostatecznie okazuje się, że nic groźnego, ale nasz bohater uświadamia sobie, że nie ma z kim podzielić się swym strachem. Bo tak naprawdę jest kompletnie sam... Wracając do domu, pod wpływem jakiegoś nagłego impulsu, zatrzymuje się w przydrożnym barze, by – o zgrozo! – pochłonąć wspaniałego, tłustego pączka, wroga numer jeden jego sportowej diety. Tam, w wyniku dziwnego splotu wydarzeń, zgadza się zastąpić na chwilę sprzedawcę... Od tego momentu zaczną się w jego życiu dziać zdumiewające rzeczy...
Zabierzcie te książkę na dłuższy, majowy weekend, a wrócicie jak nie ci sami. Pokrzepieni, rozbawieni, mądrzejsi, bardziej otwarci na ludzi. Bo zrozumiecie, że – jak pisze autor - czasami możesz zrobić dla innych coś, czego nie możesz zrobić dla siebie.


A.M.Homes: Ta książka uratuje ci życie. Świat Książki 2009




WIKI czy KRISTINA?!

Obejrzyj | 2009-04-19 09:29:48

Rozdwojenie jaźni u Allena, albo nawet roztrojenie, nie powinno chyba dziwić fanów reżysera. W nowym filmie „Vicky Christina Barcelona” dużo jest emocji, wakacyjnych flirtów i zbliżeń natury cielesnej, i to w różnych konfiguracjach. Ex-partnerki tajemniczego i seksownego malarza (Javier Bardem) mieszają się z obecnymi i nawet wymieniają ze sobą płyny ustrojowe. Penelope Cruz całuje się w ciemni fotograficznej ze Scarlett Johansson!  Jest pewne, że Woody realizuje w ten sposób swoje kolejne fantazje erotyczne, no i dobrze, bo film jest jak najbardziej udany… o ile oczywiście lubicie Allena,  nafaszerowanego intrygującymi i - irytującymi tekstami do granic absurdu. Sceneria Katalonii, architektura Gaudiego i doskonali aktorzy rekompensują delikatnie niedociągnięcia fabularne, ale taka już jest uroda dzieł Mistrza. Mooschka nie będzie sobie strzępić języka i specjalnie zapraszać  na ten film, bo, o ile Jej wiadomo, przytłaczająca większość Jej Czytelników na bank pójdzie do kina na Wiki. (szch)


Vicky Christina Barcelona, reż. Woody Allen, 2009




Jazz i dżezik

Posłuchaj | 2009-04-08 12:06:01

Nie słuchacie takiej muzyki? Więc zastosujcie się do rady, jakiej przed kilkoma tygodniami udzieliła w swym felietonie nasza nadworna psycholożka: zróbcie raz inaczej niż zwykle. I posłuchajcie, a nawet, jeśli nie połkniecie bakcyla, poznacie coś wspaniałego z „najwyższej półki”. Album „YESTERDAYS” nie przynosi trudnej muzyki. Trzej starsi panowie - pianista KEITH JARRETT, kontrabasista GARY PEACOCK i perkusista JACK DE JOHNETTE -  grają popularne standardy od „You’ve Changed” (pamiętanego przez fanów George’a Michaela) po „Smoke Gets in Your Eyes”. Krytycy jednogłośnie uważają, że trzej oldboye tworzą od kilkudziesięciu lat najlepsze akustyczne trio jazzowe świata. Nie inaczej sądzi ich wierna publiczność, liczona w dziesiątki tysięcy: zawsze zapełniają każdą salę... Na czym polega ten fenomen? Na staromodnym klimacie i nowoczesnej wirtuozerii, bo każdy z tych artystów jest geniuszem swego instrumentu. Gdy grają szybko, płynie prąd, gdy zwalniają, ma się ochotę zapłakać lub kogoś pocałować...


Przy nowej płycie DIANY KRALL „QUIET NIGHTS” można się tylko całować. Album, zaśpiewany i zagrany w rytmie bossanovy, jest uroczy, ciepły, optymistyczny... Ale to nie jest jazz, to dżezik do atrakcyjnego zapełnienia tła. Pozdrawiamy miłą wokalistkę, cieszymy się z nowego, atrakcyjnego podkładu do miłosnych igraszek i – czekamy, że jednak nas czymś zaskoczy, a nawet zafascynuje, jak już kiedyś bywało.


Jarrett – Peacock – DeJohnette: Yesterdays. ECM 2009/ Diana Krall: Quiet Nights. Verve 2009




„Lektor” - do łzy ostatniej...

Obejrzyj | 2009-03-26 15:27:28

Najpierw był uparty chłopiec z robotniczej rodziny, który postanowił zostać klasycznym tancerzem - „Billy Elliot”. Potem trzy kobiety w depresji w niezapomnianych „Godzinach”... Nic dziwnego, że na kolejny film Stephena Daldry’ego czekali wszyscy miłośnicy wybitnego kina. „Lektor” pojawił się u nas osławiony Oscarem dla Kate Winslet. I choć warty jest obejrzenia, okazał się najsłabszym z dotychczasowych filmów angielskiego reżysera.


Wzruszająca historia pierwszej miłości piętnastolatka i dojrzałej kobiety po przejściach, która zaważy na całym dalszym życiu ich obojga, opowiedziana jest z nieznośnym patosem. Piękne sceny, złożone z gestów i spojrzeń, filmowanych na tle pieczołowicie odmalowanej rzeczywistości powojennych Niemiec, zalane są bez chwili przerwy przesłodzoną, nachalną muzyką.


Powieść Bernharda Schlinka, według której został zrealizowany film, jest tyleż wnikliwym studium wielkiej miłości, co wstrząsającą opowieścią o zbrodni, karze, odpowiedzialności i sprawiedliwości: nasz piętnastolatek zostaje prawnikiem, a jego dawna ukochana okazuje się obozowym oprawcą i musi za to zapłacić, choć jej wina jest dyskusyjna. Niezbędne uproszczenia spowodowały, że w kinie przełożyło się to na ckliwy melodramat z tzw. „problematyką moralną” wyłożoną po hollywoodzku, kawa na ławę... Owszem, zagrany jest doskonale, choć od oscarowej Winslet jeszcze lepszy jest jej młody partner, David Kross. To on – brzydki i piękny, promieniejący pierwszym w życiu uczuciem i załamany, dzieciak i mężczyzna jednocześnie – kradnie cały show. Zatem: idźcie koniecznie, bo to i tak jeden z najlepszych filmów tego sezonu, ale jak „Godziny”, „Lektor” nie powali.


/fotos z filmu ze strony: http://filmowelowy.blox.pl/resource/lektor1.jpg/


Lektor („The Reader”), reż. Stephen Daldry. USA 2008









Podyskutuj na forum

Ostatnie wpisy w kategorii bliżej ducha

Pan Melchior chyba sobie zaprzecza w recenzji Lupy, bo pisze, że Lupa wchodzi w swój teatralny świat, a jednocześnie jest rzekomo ZDYSTANSOWANY. Wlasnie nie jest zdystansowany i na tym polega jego wielkosc i niedorzecznosc jednoczesnie2010-02-20 13:03:29
Dodane przez: 1uwazna@op.pl
słuchałam jej najnowszej płyty. kocham ją, zwłaszcza "morning bird", wzruszajaca i gleboka muzyka, zawsze bede wierna Sade... tyle wspomnien...2010-02-18 19:40:27
Dodane przez: eugenie@poland.com
znam te plytke o ktorej piszecie. baaardzo polecam wszystkim ktorzy sa troszke ambitni i wymagajacy2009-11-26 15:58:21
Dodane przez: mikos0@go2.pl
Get up out of seat Come on up to the dance floor I got something so sweet Come on uo to the front door I need plenty of heat Form a special connection just start moving Your feet Move on over to me2009-08-20 11:40:25
Dodane przez: 145.237.82.195
Bruno jest super. w porownaniu z innymi filmami teraz w kinach Bruno jest debesciarski, a ci ktorzy nie rozumieja niech spojrza w lustro i sprawdza czy wszystko z nimi ok2009-08-10 08:47:38
Dodane przez: iza.baj@op.pl
nie lubie slowa "frapujacy" :) a Panu Melchiorowi zazdroszcze dobrego samopoczucia2009-06-30 15:43:14
Dodane przez: dd5@tlen.pl
Proszę Państwa 4 czerwca skończył się w Polsce ko...katolicyzm.Nasza Polska jest WOLNA. To zdanie chyba wszyscy znają.2009-06-04 19:22:31
Dodane przez: ataciom@tlen.pl
tatarak... zgadzam się niestety z tą opinią. przesadzili. polecam za to Wojnę polsko-ruską!2009-05-28 08:36:14
Dodane przez: karol24k@yahoo.com
Filmy Allena są cudne. Wszystkie. Vicky Christina bardzo mi się podobała ... piszcie o nim wiecej2009-04-29 09:59:11
Dodane przez: m.alexandra@gazeta.pl
plytke diany krall znam i nawet mi sie podoba. z okazji swiat zycze redakcji mojej ulubionej strony wesolych swiat. jestem wierna czytelniczka p. Melchiora i p. Cala-Lesiny2009-04-10 08:28:41
Dodane przez: aaash@gmail.com