
Posłuchaj | 2009-10-23 09:23:10
Choć staram się na tej stronie pilnować dobrego smaku, robie wyjątek. Ale też chodzi o wyjątkową artystkę: Violettę Villas. Lecz nie tę rozmodloną, nie bohaterkę skandali (w których właściwie nie wiadomo, czy V.V. jest pokrzywdzoną, czy wręcz przeciwnie), nie karykaturę samej siebie. Chodzi o młodą Violettę, gdy dopiero co przestała nazywać się Czesława Cieślak i w roku 1960 weszła do nagraniowego studia. Głos miała wtedy jak dzwon, seksapil jak Marilyn Monroe, a włosy jak nikt! Wszystkie jej stare hity znalazły się teraz w podwójnym albumie „Z archiwum Polskiego Radia”.
Są wśród nich znane, jak „Szesnaście lat”, czy nieśmiertelny list „Do Ciebie mamo”, ale przeważają kompletnie zapomniane, cudownie idiotyczne piosenki. Swojskie, jak „Ja nie mogę tamtej drugiej znieść”, czy „Tygrysiątko” oraz egzotyczne: „La Gitana”, czy „Pucybut z Rio”, a raczej „pucibut”, bo tak sobie dwudziestoparoletnia Viola zmiękczała samogłoski... Większość szybka, wesoła, melodyjna, idealna do tańca i do chichotów, wystarczy wsłuchać się w nieprawdopodobne teksty. Ten album, dwa dobre drinki i doskonała zabawa w stylu retro gwarantowana!
Violetta Villas. Nagrania radiowe z lat 1960-70. Polskie Radio 2009
Obejrzyj | 2009-10-09 18:53:34
Jak wiadomo nawet mistrzom zdarzają się delikatne potknięcia i pomyłki. Niestety, do takich potknięć można zaliczyć ostatnie dzieło „hiszpańskiego mistrza kiczu” Pedro Almodovara.
Temat jest ciekawy i... jak ulał pasuje do ostatnich kontrowersyjnych wydarzeń na polskiej scenie politycznej. Nie ma tu, co prawda, intrygujących schadzek na cmentarzu, ale za to jest suspens i… Penelope Cruz (Lena) - piękność, która niemal do obłędu doprowadza bogatego biznesmena, a następnie znanego reżysera.
Dużo w tej całej historii jest tzw. smaczków - scenograficznych i fotograficznych detali, które wielbicieli gatunku pochłoną bez reszty. W porównaniu z ostatnimi obrazami Almodovara, pozostaje jednak pewien niedosyt. Film jest zbyt długi, momentami nużący i sprawia wrażenie, jakby reżyser gdzieś po drodze zapomniał, o czym chce mówić.
(Najprawdopodobniej) chodziło mu o przedstawienie widzom porażającej fali uczuć, która topi, niszczy i zabija, albo – dosłownie – oślepia, jak głównego bohatera. Te uczucia niepokoją już od pierwszej sceny, gdy ślepy artysta zaprasza do domu atrakcyjną kobietę, która pomogła mu przejść przez ulicę i z którą uprawia dziki sex...
Sz.Ch.
Przerwane objęcia. Reż. Pedro Almodovar.
Obejrzyj | 2009-10-09 15:30:30
Jeśli nie lubicie Meryl Streep, ten film nie spodoba się Wam. Ale stracicie jedną z największych ról filmowych tego roku. W „Julie i Julii” Meryl S. gra jowialną, egzaltowaną i... wysoką na 1.90m (choć aktorka mierzy 1.68) Amerykankę, która nauczyła swych rodaków przygotowywać potrawy kuchni francuskiej. Julia Child, grana przez Meryl, jest postacią prawdziwą, przez kilka lat mieszkała w Paryżu i w roku 1962 wydała słynną książkę kucharską, która zelektryzowała Amerykę.
Czterdzieści lat później kupiła tę książkę druga Julia – Julie Powell (w tej roli Amy Adams), sfrustrowana nowojorska sekretarka. I za cel życia obrała sobie przygotowanie wszystkich 524 potraw z książki Julii Child. Robiła to przez rok, wciąż wpędzając się w najróżniejsze tarapaty i prowadząc blog, w którym opisała swoje kulinarne zmagania, zyskując sławę i szacunek do siebie samej. Potem napisała o tym powieść i szybko postał film, pełen auszpików (czyli galaretek mięsnych), kremów czekoladowych, dań z wołowiny o kilometrowych francuskich nazwach i w ogóle samych wyrafinowanych pyszności.
Lekkie i sympatyczne, proste „babskie” kino wznosi jednak na wyżyny Meryl S. – z innym głosem, innym akcentem, innym grymasem twarzy i innym niż dotąd sposobem chodzenia. 60-letnia gwiazda znów jest u szczytu, a scena, w której uczy się kroić cebulę, przejdzie zapewne do legendy.
PS. Wydawnictwo „Świat Ksiązki” ufundowało kilka egzemplarzy powieści Julie Powell, wydanej równolegle z polska premierą filmu, ale trzeba do nas napisać coś o... swej ulubionej potrawie, oczywiście z przepisem! :-)
film: Julie i Julia. Reż. Nora Ephron. USA 2009
ksiązka: Julie Powell: Julie i Julia. Świat Ksiązki 2009
Posłuchaj | 2009-09-14 08:42:42
Obawiałem się, że Kayah stanie się już tylko celebrytką. Ostatnia „prawdziwą” płytę - Stereo typ - nagrała sześć lat temu. Potem były jeszcze składanka „The Best&The Rest” i koncert MTV Unplugged, ale wyglądało to na początek końca: nowy album, zapowiadany od lat, nie pojawiał się. I wreszcie jest, i jeśli odpowiada Wam, co Kayah robi od zawsze, znów zatrzymacie się, zadumacie, pokiwacie. Jeżeli Kayah nie lubicie, wzruszycie ramionami, że znowu to samo, że każda z tych piosenek mogłaby się znaleźć na którymś z poprzednich krążków, może poza płytą z Bregovicem. Bo Bałkanów i innych egzotycznych hopsa-dryłek na „Skale” na szczęście nie ma.
Co zatem jest? Typowe, czyli świetne „kayahowskie” teksty. Poetyckie, refleksyjne, niektóre „czarniejsze” niż zwykle (jak czarna okładka i nowy, czarny image artystki), ale są też i jasne, wyciągające z dołka, a wszystkie wyjątkowe nie tylko na tle panującego w naszej „rozrywce” bełkotu. Ile wciąż można powiedzie o miłości i jej braku, i jak pięknie! Typowe są też soulowo-jazzowe klimaty: na ogół balladowe, ciepłe i nostalgiczne, choć pod koniec tempo rośnie, by nieoczekiwanie zatrzymać nas „Na balkonie w Weronie”... No i jest głos, wciąż duży, niezwykły, charyzmatyczny jak jego właścicielka.
Na złość z upadku podniosę się znowu – śpiewa Kayah w jednej z piosenek. I podniosła się. Na złość wszystkim, którzy uważają, że urok „rozrywki” tkwi w jej bezbrzeżnej głupocie i w tym, że ma nas oszołomić jak drink z parasolką.
Kayah: Skała. Kayax 2009
Poczytaj | 2009-08-24 15:50:10
Są pisarze na tyle ciekawi i utalentowani, że wszystkie ich książki warte są rekomendacji. Tak jest w przypadku MARGOT – nowej powieści MICHAŁA WITKOWSKIEGO.
Tym razem autor pamiętnego „Lubiewa” wyrusza z nami w podróż tirem po naszej dziwacznej rzeczywistości. Jego kierowcą jest... kobieta, tytułowa Margot, czyli Małgosia, wychowana w domu dziecka. Za dnia jest świetnym kumplem dla kolegów po fachu, nocami zakłada perukę i... Dalej nie opowiem, żeby było co czytać :-) Drugim bohaterem książki jest niejaki Waldi Mandarynka, król naszych celebrytów, chłopak z małego miasta, który przechodzi drogę od różnych „Bigbraderów” po szczyty na listach przebojów. Pewnego dnia, podczas wielkiego koncertu we Wrocławiu, traci kontrolę nad swym życiem i śpiewaną piosenką...
Podglądany świat tirowców jest pasjonujący, podobnie jak obraz naszego żałosnego showbiznesu. Byle przystojną buźkę mieć, byle narobić sobie tatuaży, naprzekłuwać więcej od innych, narobić wzorków z zarostu, gadać kontrowersyjne głupoty, przeklinać, być bardziej prostackim od innych i jest gwiazda! – pisze Witkowski.
Powieści broni też kapitalny język, zwłaszcza w części „tirowej” prezentujący specyficzną mowę bohaterów. Talent autora sprawia, że nie czytamy „Margot” jak gazety, co jest głównym problemem współczesnej prozy. Niby pisze o sprawach ziemskich, a zawsze w pewnym momencie unosi się do nieba...
Michał Witkowski: Margot. Świat Książki 2009
UWAGA! Wydawnictwo „Świat Książki” ufundowało dla czytelników Mooschka.com specjalne egzemplarze tej książki. Wystarczy napisać na mooschka@hotmail.com o tym, jakie książki lubicie czytać i co podoba Wam się na naszej stronie.
Inne | 2009-08-12 08:55:26
Nawet jej najzagorzalsi przeciwnicy muszą przyznać, że trudno lekceważyć kogoś, kto jest na topie od prawie trzydziestu lat. I nawet głusi na muzykę pop nie zaprzeczą, że ta włoska Amerykanka nigdy nie osiadła na laurach, szukając i zmieniając – siebie i style piosenek: jest prawdziwą popową „trendsetterką”!
Tegoroczne lato należy u nas z pewnością do Madonny. Pojawiła się książka wspomnieniowa, napisana przez jej brata-geja (dobra), w kinach można obejrzeć nowy, pierwszy film w jej reżyserii „Mądrość i seks” (ponoć zły), no i będzie koncert. Show, jaki piosenkarka da za kilka dni w Warszawie, to nie jakiś tam występ, ale arcydzieło współczesnej sztuki audiowizualnej, łączące potęgę techniki z zapierającą dech choreografią i brzmieniem „dance”. Ten koncert - czy to się komuś podoba, czy nie - mógłby być pokazywany na ekranie w „Zachęcie” lub CSW obok prac Kozyry i innych sław współczesnej plastyki. Jest bowiem znakiem naszych czasów, jak obrazy Leonarda-od-Kodu :-) w renesansowej Italii, czy legendarny pisuar Duchampa, wystawiony w paryskiej galerii jako rzeźba w 1917 roku.
Ten pisuar, obecnie szacowny zabytek z podręczników historii sztuki, narobił wtedy tyle szumu, co dziś Madonna w naszych środowiskach ultrakatolickich. Są listy protestu, podpisy i pojawiła się nawet teoria spiskowa, że artystka, dająca koncert w Warszawie w „świętym” dniu 15 sierpnia, celowo chce obrazić Naszą Wiarę i w ogóle Polaków. A przecież występ nie odbędzie się w kościele i nie zakłóci skupienia rozmodlonych. Kołtuneria znów rozkręca absurdalną spiralę nienawiści, a artystce w to graj, bo jest na ustach wszystkich... Czy nie lepiej się cieszyć, że tego dnia, w znanej nadwiślańskiej krainie Madonn, będzie o jedną Madonnę więcej?
Obejrzyj | 2009-08-01 23:03:37
W wakacje trwa posucha kinowa, więc dobrze, że na horyzoncie pojawił się Bruno. I nie chodzi bynajmniej o inspiracje z prozy Brunona Schultza. Wielu krytyków wiesza psy na nowym wcieleniu Sashy Cohena, nazywając jego film „tandetą”. Może mają trochę racji, że to śmietnik, jednak nasza współczesność jest jednym wielkim śmietnikiem, a popkultura, która przynosi kinowe megahity zaczyna zjadać własny ogon. W efekcie mamy sytuację, że śmietnik jest po prostu beznadziejnym obrazem olbrzymiego wysypiska.
Dziwię się tym, którzy są zniesmaczeni różnymi wyuzdanymi i perwersyjnymi scenami. Tak jakby nie wiedzieli, na co idą do kina i jaka jest metoda Cohena: wzbudzać zniesmaczenie. Walka z wibratorami, imprezy swingersów i wkładanie butelki szampana do pupy – to tylko trzy wybrane ujęcia.
Innym zarzutem krytyków i szczerze zdegustowanych widzów jest płycizna i miałkość nowego dzieła Sashy Cohena. Argument niestety chybiony, bo Cohen znów stworzył charakterystyczną postać, która ma szansę – tak jak Borat – wejść do kanonu dowcipów i powiedzonek.
Udało się też w „Brunie” stworzyć kilka śmiesznych i ciekawych happeningów i prowokacji. Wkręcił kilka gwiazd i modelek, organizując debilne wywiady i siedząc na żywych krzesłach – imigrantach. Bruno zrobił też prawdziwy wrestling, w którym zdezorientowana publika o mentalności kiboli przeciera oczy, gdy dwaj panowie zamiast walczyć, zaczynają się kochać…
Zatem ci widzowie, którzy chcą się poczuć zniesmaczeni i zdegustowani – podobnie jak wyżej wspomniana publika – niech się czują zniesmaczeni i zdegustowani. Nie odbierajmy im tej przyjemności i przywileju. Jest tylko jeden warunek: trzeba zobaczyć Bruna! /szch/
Bruno, reż. Larry Charles, premiera lipiec 2009
Inne | 2009-07-20 11:03:04
W dzisiejszej rzeczywistości, w której na największy autorytet wyrósł internet, a gwiazdy telewizji wskazują nam, co mamy czytać i jak myśleć, ci dwaj starsi panowie byli z innego kosmosu.
ZBIGNIEW ZAPASIEWICZ był nie tylko wielkim aktorem. Nigdy nie zagrał w żadnej reklamie, w żadnym serialu i nie gościł na stronach „pudelkopodobnych”. Konsekwentnie pozostawał na marginesie wobec tego, co uważał za miałkie i ogłupiające. Można się z Nim nie zgadzać, ale postawa trwania przy swoich przekonaniach wzbudza wielki szacunek.
Profesor LESZEK KOŁAKOWSKI, jeden z największych współczesnych filozofów, pozostawił szereg tekstów, które zrozumieć mogą tylko specjaliści. Ale doceniał też popularyzatorką rolę mediów i w telewizji całkiem przystępnie opowiadał o ideach i pomysłach, dzięki którym ludzkość jest mądrzejsza niż stado szympansów.
Obaj mistrzowie tłumaczyli nam świat słowami, które naprawdę coś znaczyły: na poważnie, ale i na wesoło, bo potrafili się też i śmiać. Ich odejście - w ciągu kilku dni - nie sprawi, że słońce przestanie świecić. Ale opustoszało miejsce, na które mogą się teraz wepchnąć różne Jole R. i inne osobowości Jolopodobne. Nie łudźmy się, że dwaj starsi panowie nie dopuszczą do tego z zaświatów. Wszystko jest w naszych rękach: wybierzmy się do teatru, zamieńmy czasem głupi kryminał na film, który nie do końca zrozumiemy, a zamiast bezustannie oglądać te same fotki znajomych z balangi, przejdźmy się do Zachęty. Nie w hołdzie mistrzom – dla siebie...
Inne | 2009-07-03 08:38:55
Tym, czym dla miłośników popu stała się śmierć Michaela Jacksona, dla wszystkich szukających wrażeń z „wyższej półki” jest odejście Piny Bausch. Kim była ta szczupła pani z lekkim obłędem w oku i nieodłącznym papierosem? Czarodziejką. Przez ponad trzydzieści lat prowadziła Teatr Tańca w Wuppertalu, wymyślając zdumiewające przedstawienia, które olśniły świat. Łączyła w nich właściwie wszystko: zwykłe, codzienne gesty i taniec, wzruszające historie miłosne i dziwaczne happeningi, muzykę poważną, tango, flamenco i ciszę, wysypywała scenę ziemią lub setkami goździków, co widzieliśmy kiedyś w Warszawie. Nic dziwnego, że Pina była muzą i inspiracją Felliniego (zagrała w „A statek płynie” ociemniałą księżniczkę) i Almodovara (finałowa choreografia w „Porozmawiaj z nią”). Kilka spektakli można zobaczyć na filmach. Ale nawet, jeśli Teatr Tańca będzie nadał istniał i występował (w dniu śmierci swej mistrzyni grał we Wrocławiu!), nic już nie będzie, jak dawniej.
Źródła zdjęć: http://artsblog.freedomblogging.com/files/2007/12/bausch2.jpg i www.danzaballet.com
Posłuchaj | 2009-06-30 15:24:43
Piękna, trochę smutna kobieta, schowana za ciemnymi okularami... Tak prezentuje się Melody Gardot na okładce swego albumu i taka też jest sama płyta. Weselsze piosenki są jakby tylko trochę wesołe, za to ballady – w tym tytułowa „Me One And Only Thrill” – wciskają w fotel, naznaczone czymś więcej niż smutek. Miłośnicy smoothjazzu i eleganckiego popu, nawiązującego do starej amerykańskiej tradycji, mają się czym delektować. Zwłaszcza, że Melody – utalentowana kompozytorka, pianistka i gitarzystka – dysponuje tez frapującym, pełnym blasku, a zarazem lekko schrypniętym głosem.
23-letnia artystka ma swoją mroczną tajemnicę. Cztery lata temu w wypadku straciła wzrok. Płyty zaczęła nagrywać podczas długiej terapii, by skuteczniej walczyć z nieszczęściem, jakie ją spotkało. Czy dlatego te piosenki są tak intensywne i głęboko w nas zapadają? Jest pewne, że oto jeden z najpiękniejszych albumów roku, pozostający w nas na długo jak niezapomniane krążki innych, charyzmatycznych artystów, próbujących zrozumieć świat zza ciemnych okularów: Raya Charlesa, czy Stevie Wondera.
Melody Gardot: Me One And Only Thrill. Universal 2009
![]() | Pan Melchior chyba sobie zaprzecza w recenzji Lupy, bo pisze, że Lupa wchodzi w swój teatralny świat, a jednocześnie jest rzekomo ZDYSTANSOWANY. Wlasnie nie jest zdystansowany i na tym polega jego wielkosc i niedorzecznosc jednoczesnie | 2010-02-20 13:03:29 |
| Dodane przez: 1uwazna@op.pl | ||
![]() | słuchałam jej najnowszej płyty. kocham ją, zwłaszcza "morning bird", wzruszajaca i gleboka muzyka, zawsze bede wierna Sade... tyle wspomnien... | 2010-02-18 19:40:27 |
| Dodane przez: eugenie@poland.com | ||
![]() | znam te plytke o ktorej piszecie. baaardzo polecam wszystkim ktorzy sa troszke ambitni i wymagajacy | 2009-11-26 15:58:21 |
| Dodane przez: mikos0@go2.pl | ||
![]() | Get up out of seat Come on up to the dance floor I got something so sweet Come on uo to the front door I need plenty of heat Form a special connection just start moving Your feet Move on over to me | 2009-08-20 11:40:25 |
| Dodane przez: 145.237.82.195 | ||
![]() | Bruno jest super. w porownaniu z innymi filmami teraz w kinach Bruno jest debesciarski, a ci ktorzy nie rozumieja niech spojrza w lustro i sprawdza czy wszystko z nimi ok | 2009-08-10 08:47:38 |
| Dodane przez: iza.baj@op.pl | ||
![]() | nie lubie slowa "frapujacy" :) a Panu Melchiorowi zazdroszcze dobrego samopoczucia | 2009-06-30 15:43:14 |
| Dodane przez: dd5@tlen.pl | ||
![]() | Proszę Państwa 4 czerwca skończył się w Polsce ko...katolicyzm.Nasza Polska jest WOLNA. To zdanie chyba wszyscy znają. | 2009-06-04 19:22:31 |
| Dodane przez: ataciom@tlen.pl | ||
![]() | tatarak... zgadzam się niestety z tą opinią. przesadzili. polecam za to Wojnę polsko-ruską! | 2009-05-28 08:36:14 |
| Dodane przez: karol24k@yahoo.com | ||
![]() | Filmy Allena są cudne. Wszystkie. Vicky Christina bardzo mi się podobała ... piszcie o nim wiecej | 2009-04-29 09:59:11 |
| Dodane przez: m.alexandra@gazeta.pl | ||
![]() | plytke diany krall znam i nawet mi sie podoba. z okazji swiat zycze redakcji mojej ulubionej strony wesolych swiat. jestem wierna czytelniczka p. Melchiora i p. Cala-Lesiny | 2009-04-10 08:28:41 |
| Dodane przez: aaash@gmail.com | ||